Fascynacja opowieściami o wynaturzeniach i mroku zapisanym w sercu człowieka, psychologiczną matnią i zbrodnią od zawsze stanowiła jeden z najważniejszych filarów literatury gatunkowej. Bo przecież kiedy sięgamy po kryminał, w gruncie rzeczy szukamy bezpiecznego sposobu na dotknięcie tego, co nieznane i przerażające. Większość twórców buduje swoje historie na fundamencie literackiej fikcji, kreując zbrodnie eleganckie, przemyślane i przefiltrowane przez popkulturowe kadry. Na tym tle twórczość Chrisa Cartera wyrasta na zjawisko osobne i niezwykle poruszające.

Każdy, kto choć raz zatopił się w powieściach tego pisarza, doskonale wie, że jego proza potrafi bezwzględnie wgnieść w fotel. Prawdziwy fenomen tych historii nie tkwi jednak wyłącznie w sprawnej intrydze, ale w unikalnym doświadczeniu człowieka, który zanim schwytał za pióro, z bliska przyglądał się najciemniejszym zakamarkom ludzkiego umysłu. „Gra w chowanego”, najnowsza powieść Cartera, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga, jest dla nas pretekstem do analizy profilu tego literackiego mistrza zbrodni.
Przeszłość, od której nie da się po prostu uciec
Droga Cartera do świata literatury wyłamuje się z jakichkolwiek klasycznych schematów. Urodził się i dorastał w Brazylii, lecz swoje dorosłe życie związał ze Stanami Zjednoczeniami, gdzie ukończył studia z zakresu psychologii i zaburzeń kryminalnych na Uniwersytecie Michigan. Wiedzę akademicką błyskawicznie weryfikował w terenie: pracując jako psycholog śledczy przy Biurze Prokuratora Stanu Michigan, osobiście analizował i przesłuchiwał najgroźniejszych przestępców, w tym seryjnych morderców.
Co ciekawe, zanim zadebiutował w świecie literatury głośnym Krucyfiksem, na początku lat 90. osiadł w Los Angeles, zarabiając na życie jako muzyk sesyjny. Gdy wreszcie zdecydował się na pisanie, nie posiadał absolutnie żadnego warsztatu literackiego – wcześniej nie stwórczył nawet krótkiego opowiadania! Wniósł jednak coś znacznie bardziej poruszającego: bezpośrednią styczność z autentycznym okrucieństwem i drastyczną rzeczywistością miejsc zbrodni.
Brutalna fikcja? „Moje opisy to zaledwie cień rzeczywistości”
Gdy do księgarń trafiały pierwsze tomy z serii o detektywie Robercie Hunterze, odbiorcy regularnie zarzucali autorowi zbyt drastyczny język. Sam Carter przyznawał w wywiadach, że te reakcje mocno go zaskakiwały. Tworząc pierwsze opisy, wzorował się na chłodnych, niezwykle szczegółowych raportach policyjnych, z którymi obcował przez lata – i w swoim odczuciu celowo, bardzo mocno łagodził autentyczne kadry tragedii!
Pisarz zwraca uwagę na fundamentalną różnicę między twórczością opartą na wyobraźni a doświadczeniem z pracy śledczej. Większość autorów pisze o zbrodniach zmyślonych, nigdy nie stając twarzą w twarz z prawdziwą tragedią. Dla Cartera opisywane w książkach krew czy makabra to zaledwie symboliczny żart, cichy cień tego, z czym stykał się na co dzień. Rzeczywistość policyjna w Stanach Zjednoczonych potrafi być skrajnie potworna – a autor z nutą czarnego humoru dodaje czasem, że jeszcze bardziej przerażające rzeczy dzieją się chyba tylko w Rosji. Prawdziwe miejsca zbrodni niosą ze sobą zapachy i detale biologiczne, których kino i literatura nigdy nie zdołają w pełni oddać.
Mroczny koszt pisarskiej autentyczności
Wierność realiom ma jednak swoją ogromną, cichą cenę. Tworzenie historii przesyconych surowym realizmem wymaga powrotu do stref psychiki, o których większość z nas wolałaby zapomnieć.
Zdarzają się momenty, gdy autor musi natychmiast przerwać pracę i odejść od biurka. Przykładowo, podczas tworzenia skomplikowanej sceny samobójstwa, w pamięci pisarza potrafią nagle ożyć brutalne, osobiste wspomnienia o znajomych, którzy przed laty odebrali sobie życie. W takich chwilach obcowanie z traumą staje się zbyt przytłaczające, a jedynym ratunkiem okazuje się długa ucieczka na spacer, by na nowo złapać oddech i odepchnąć natrętne demony.
Zaskakujący zwrot akcji: Gra w chowanego i siła psychologicznego suspensu
Co niezwykle ciekawe, pisarski talent Cartera wykracza daleko poza sam schemat krwawych dochodzeń. Gdy autor próbował kiedyś stworzyć utwory wyraźnie ugrzecznione, fani z żalem domagali się powrotu do bezkompromisowej surowości. Czytelnicy szukają przecież w jego prozie prawdy, a nie wygładzonych iluzji.
Jednak w powieściach takich jak Gra w chowanego Carter powraca w zupełnie odmiennym, świeżym wydaniu. Odsuwa na bok makabryczne morderstwa, stawiając na gęstniejący, klasyczny suspens. Zamiast epatowania okrucieństwem serwuje wyrafinowaną grę pozorów i studium zimnej, skrupulatnie planowanej zemsty, na której dokonanie ktoś jest w stanie czekać całe dekady.



