Sztuka potrafi być najwspanialszym błogosławieństwem, ale zdarza się też czasami, że bywa… formą obłędu. Zastanawialiście się kiedyś, jak wysoka jest cena za chęć dotknięcia absolutu? Chęci stworzenia coraz to nowych światów? A ostatecznie… ucieczkę od szarej codzienności? Gdzie kończy się artystyczna pasja, a zaczyna zatracanie się i izolacja względem innych? Z takimi pytaniami zostawia nas Marta Bijan w swojej najnowszej powieści „Oni wrócili. Layers of Fear”, która została osadzona w uniwersum znanym z gry krakowskiego studia Bloober Team. Niezwykle upiornej, ale fascynującej historii… Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Uroboros.

Artyści z Bloober Team przed dziesięcioma laty podbili serca miłośników wirtualnej grozy, tworząc klaustrofobiczną, psychologiczną opowieść o malarzu tracącym kontakt z rzeczywistością w murach własnej posiadłości. Przeniesienie tego typu estetyki na karty literatury mogło skończyć się eksperymentem może i ciekawym, ale też powierzchownym. Na szczęście Marta Bijan nie poszła na łatwiznę. Zamiast banalnej adaptacji gry, dostajemy całkowicie autonomiczną, literacko dopracowaną i sugestywnie rozpisaną historię, która z oryginałem dzieli przede wszystkim to najważniejsze – gęstą niczym mgła atmosferę.
Autorka zabiera nas do domu odciętego od reszty świata, położonego gdzieś pośród samotnych wzgórz. To przestrzeń niegdyś należąca do słynnego malarza, a obecnie zamieszkana przez pisarza mrocznych baśni dla dzieci, który utknął w martwym punkcie twórczego paraliżu i spirali alkoholowego ciągu. Wokół niego krążą powidoki dawnego życia: pogrążona w melancholii, psychicznie krucha żona oraz ich jedyne dziecko. Ten spokój egzystencji, pozorny ład zostaje zaburzony z chwilą, gdy w progu posiadłości staje nowa służąca. Jej obecność działa jak zapałka wrzucona do pokoju pełnego oparów benzyny. W głowach domowników zaczynają kiełkować pytania, mroczne opowieści pisarza powoli przenikają do ich rzeczywistości, a omijana przez wszystkich piwnica zaczyna przyciągać i przerażać z podwójną siłą…

Warstwy tajemnic i lęku, czyli sztuka przeżywania
Wydaje się, że to, co w tej książce zachwyca najmocniej, to sam sposób budowania napięcia. Marta Bijan, doskonale znając gatunkowe narzędzia grozy, potrafi roztaczać bezpretensjonalny urok. Konstruuje horror z absolutnym wyczuciem klasycznej powieści gotyckiej. Sam dom przestaje być tylko scenerią, stając się osobnym, pulsującym i groźnym organizmem. Jest w tym coś z ducha kultowych powieści spod znaku „Nawiedzonego domu na wzgórzu” czy najbardziej mrocznych podań romantycznych, gdzie poczucie obcości i wyobcowania powoli zacieśnia pętlę na szyi czytelnika. Granica między tym, co jest realną grozą, a tym, co jawi się jedynie jako omam zmęczonego umysłu, zaciera się w niesamowicie płynny sposób.
Powieść Marty Bijan okazuje się w efekcie czymś więcej – fenomenalnie rozpisaną opowieścią o granicach szaleństwa, potrzebie tworzenia, poszukiwaniu bliskości i duchach, które żyją w dawno zapomnianych miejscach… To nasycona smutkiem opowieść o rozpadzie relacji, lęku przed niespełnieniem i sekretach zapisanych w ludzkich sercach.



