Gdy wywiad schodzi do podziemia, a na stół trafiają dokumenty z losami mocarstw, najgroźniejszą bronią wcale nie staje się nowoczesna technologia, lecz ludzkie słabości, zdrada i sztuka bolesnego kompromisu. W „Agencie z Dubaju”, swojej najnowszej powieści sensacyjnej, Robert Michniewicz porzuca popkulturowe mitologie i zabiera czytelników w samo serce Bliskiego Wschodu — od skrępowanego religijnym rygorem Rijadu, aż po pozornie otwarty, szklany labirynt Dubaju. Zainteresowani? Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Czarna Owca.

Zamiast hollywoodzkiej formuły kina akcji otrzymujemy poruszający, niezwykle realistyczny portret służb operacyjnych, gdzie unikanie miłosnych pułapek graniczy z cudem, a granica między lojalnością a utratą własnego kompasu moralnego zaciera się z każdym krokiem. O kulisach prawdziwej gry szpiegowskiej, samotności na placówce wywiadowczej, geopolitycznych szachach oraz o tym, dlaczego technika nigdy nie zastąpi człowieka rozmawiamy z Robertem Michniewiczem, bestsellerowym twórcą książek Agent z Rijadu i Agent z Dubaju. Powieści szpiegowskie Roberta Michniewicza ukazały się za sprawą wydawnictwa Czarna Owca.

Marcin Waincetel: W dyptyku obejmującym Agenta z Rijadu oraz Agenta z Dubaju przenosimy się w sam środek bliskowschodniego tygla… Nie da się ukryć, że popkultura często wypacza niuanse, pokazując Bliski Wschód albo przez pryzmat baśniowego luksusu, albo wyłącznie bezwzględnego religijnego fundamentalizmu. Z jakimi mitami na temat specyfiki kulturowej i tamtejszych służb specjalnych chciałeś się przewrotnie rozprawić?
Robert Michniewicz: Tak naprawdę bardziej chciałem przybliżyć czytelnikom realia krajów Półwyspu Arabskiego, o których faktycznie krążą mity, aniżeli dokonywać rewolucji w sposobie postrzegania tamtego rejonu świata. Dlatego opisując realia zarówno Królestwa Arabii Saudyjskiej, jak i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, starałem się trzymać blisko rzeczywistości. Moim zamierzeniem było pokazanie, że Saudyjczycy, choć bardzo związani z religią muzułmańską, są ludźmi podobnymi do nas. Często otwartymi, przyjaznymi, jawiącymi się jako wspaniali gospodarze. Stąd między innymi przyjaźń Aleksa Niwińskiego z Farisem Al- Ghazim, bo sam miałem okazję do podobnych relacji z Saudyjczykami.
Jechałem do królestwa w dobie fali ataków terrorystycznych i podejrzeń o społeczne wspieranie radykałów, a przekonałem się, że Saudyjczycy wstydzili się tej sytuacji i okazywali wielką gorliwość w aspekcie ochrony gości przed zagrożeniami. Mity na temat służb? Przede wszystkim mamy w służbach krajów tego regionu bardzo dobrych partnerów, chętnych do wymiany istotnych informacji na temat bezpieczeństwa nie tylko w regionie, ale na całym świecie.
Rijad w pierwszej części jawi się jako przestrzeń duszna, skrępowana religijną rygorystyką i autorytarną kontrolą, podczas gdy Dubaj w drugim tomie to z pozoru szklana, ponowoczesna metropolia bez granic. Jak z perspektywy oficera operacyjnego różni się „oddychanie” i prowadzenie gry wywiadowczej w tych państwach?
W „Agencie z Rijadu” z premedytacją pokazywałem saudyjskie realia, ograniczone zasadami religii i polityki władz, dla których poparcie konserwatywnego duchowieństwa stanowiło gwarancję zachowania władzy. Czyli stan z okresu mojego przyjazdu do Arabii Saudyjskiej na początku XXI wieku. Obecnie to się znacznie zmieniło, zgodnie z wolą następcy tronu księcia Muhammada bin Salmana. Z kolei Dubaj, do którego trafiłem w tym samym czasie, to nowoczesność, dynamika i otwartość na światowe tendencje. Taki kontrast pomiędzy obydwoma metropoliami, na początku mnie zaszokował.
I właśnie takie realia chciałem pokazać w moich powieściach. Dla oficera wywiadu paradoksalnie praca w Arabii Saudyjskiej była łatwiejsza. Decydowały o tym uporządkowane i przewidywalne warunki wywiadowcze terenu. Najważniejszym problemem z okresu mojego pobytu były liczne i krwawe ataki terrorystyczne. Tymczasem w „luźnym” Dubaju, praktycznie każdy mógł robić co chciał i to tworzyło nieprzewidywalne, a więc trudne warunki pracy operacyjnej.

Aleksander Niwiński, wiodąca postać Twojego cyklu, to bohater daleki od hollywoodzkiego super-szpiega – nie jest niezniszczalnym mścicielem, lecz analitykiem i graczem operacyjnym. Jakie uniwersalne cechy psychologiczne musiałeś w nim zaszczepić, by uczynić go postacią pełnokrwistą, zdolną przetrwać w tak niebezpiecznym świecie?
Postacie super-szpiegów pozostawiam popkulturze i unikam korzystania przez moich bohaterów z nadludzkich zdolności. Tak naprawdę, to zależało mi na pokazaniu Aleksa jako normalnego człowieka, przeszkolonego i z doświadczeniem wywiadowczym z poprzednich placówek dyplomatycznych. Niwiński oczywiście ujawniał zmieniające się cechy w obu tomach dyptyku. Myślę, że jedną z ważniejszych jest jego stosunek do pracy operacyjnej. On zakłada, że w najtrudniejszych realiach lokalnych i z ograniczonym z konieczności wsparciem centrali, musi sobie poradzić z każdym zadaniem i każdą sytuacją. Jest zaangażowany, zdecydowany i odważny, a przede wszystkim wiarygodny. Nigdy nie odpuści i się nie podda.
Pomimo doświadczenia wywiadowczego lubi ludzi i potrafi nawiązywać przyjaźnie, także skracać dystans. Zdarza mu się zbyt szybko zaufać współpracownikom, choć ma wpojone, że agent musi być cały czas sprawdzany. Z kolei jedną ze słabości Aleksa są kobiety, w tym zakresie ma sporo męskich doświadczeń, także w kategoriach zdrady małżeńskiej. Poza samczą ambicją, szuka w kobietach bliskości, czyli w ten sposób próbuje poradzić sobie z poważnym problemem dla ludzi wywiadu, to znaczy z samotnością w terenie. To oczywiście quasi rozwiązanie, bo przecież takie partnerki nie dadzą mu tego czego naprawdę potrzebuje.
W Agencie z Dubaju wprowadzasz bardzo gęsty wątek relacji Niwińskiego z atrakcyjną agentką francuskiego wywiadu. Literatura szpiegowska od zawsze karmiła się motywem uczucia rodzącego się między graczami z przeciwległych lub teoretycznie sojuszniczych obozów.
Tak naprawdę wątki miłosne to jeden z charakterystycznych elementów wszystkich moich powieści. Miłość traktuję poważnie i zajmuje ważne miejsce w moim życiu, dlatego dla moich bohaterów stających wobec dramatycznych wyzwań, relacje męsko-damskie stanowią istotne kwestie. W prawdziwym życiu odróżnienie motywacji partnera czy partnerki wymaga czujności i intuicji. W moim przekonaniu, jeżeli uczucie jest „dobrze opakowane i uzasadnione”, to wykrycie, że jest to wyłącznie manipulacja i pułapka, nie jest możliwe. Oczywiście najskuteczniejszą metodą na uniknięcie miłosnej zasadzki jest niezłomne unikanie podobnych sytuacji i brak zaangażowania. Ale czy samotny mężczyzna na placówce zagranicznej, nawet rozsądny, może oprzeć się koleżance z Francji, „młodszej wersji” Marion Cotillard? Wątpię! (śmiech).
Zarówno w jednej, jak i drugiej powieści wyraźnie stawiasz pytania o moralną niejednoznaczność. W Twoich książkach nie ma jednoznacznego podziału na absolutną biel i czerń, a decyzje bohaterów często sprowadzają się do wyboru między mniejszym a większym złem. Jak definiujesz granicę lojalności człowieka, który codziennie musi oszukiwać otoczenie, a jednocześnie zachować wewnętrzny kompas moralny, by nie zatracić własnej tożsamości?
Cóż, tak jak już wspomniałem, tego typu problemy coraz częściej pojawiają się u moich bohaterów. Tak jak w normalnym życiu. Nikt nie kocha kompromisów, ale bez nich wiele problemów pozostałoby nierozwiązanych. Rozumiem jednak, że Twoje pytanie odnosi się do nie tylko do postaci książkowych, ale również do życia ludzi wywiadu. Codzienne oszukiwanie lub niemówienie prawdy bliskim czy otoczeniu jest zasadą zachowania konspiracji pracy w wywiadzie. Inaczej po prostu nie można, żeby nie doszło do przypadkowej wpadki. Pomijając kwestie relacji z bliskimi, oficer czy agent musi być na tyle silny, aby nie zgubić zasad czy kompasu moralnego.
Każda słabość czy ustępstwo wobec zasad moralnych prędzej czy później doprowadzi do dekonspiracji i wpadki. A więc tożsamości należy bronić za wszelka cenę, ale jednocześnie nie myśleć o niej zbyt wiele, bo taki dylemat może osłabić postawę oficera. Moim zdaniem trudno jest jednoznacznie określić granicę pomiędzy lojalnością a wykonywaną pracą. Ciekawostką jest, że kilkuletnie pobyty na placówkach zagranicznych mają taką specyficzną atmosferę, że przyczyniają się do relatywizowania norm czy wartości życiowych. Znam wymowne przykłady z przeszłości, dlatego mój bohater, choć ma świadomość zasad pracy w wywiadzie, w jakimś stopniu ulega temu trendowi.

W Agencie z Rijadu kluczowym elementem intrygi jest prowokacja pod fałszywą flagą oraz niebezpieczny układ rosyjsko-irański w kontekście trwającej wojny w Ukrainie. Na ile fikcja literacka staje się dla Ciebie narzędziem do prognozowania realnych zagrożeń geopolitycznych XXI wieku i pokazywania czytelnikowi niebezpiecznych procesów, które dzieją się po cichu, z dala od nagłówków wiadomości?
Często przy okazji spotkań literackich jestem pytany o ocenę sytuacji zagrożenia dla Polski i Europy czy szerzej sytuacji światowej. Cieszę się z takich pytań i zaufania uczestników, choć taka rola nie jest zbyt wdzięczna, wobec obecnych realiów polityczno-militarnych. W moich książkach nie mam aspiracji prognozowania przyszłości. Raczej staram się ostrzegać i uprzytamniać sytuację tu i teraz. Moim zdaniem to ważniejsze dla budzenia świadomości społecznej, niż przepowiadanie zdarzeń przyszłych i często mało realnych.
Umieszczając w powieściach polskich polityków w roli na przykład rosyjskich szpiegów, chcę uprzytomnić zwykłym ludziom, że zagrożenie ze strony Rosji jest duże, a aktywność rosyjskich służb może przynieść niebezpieczne efekty. Zachęcam czytelników do wsłuchiwania się w wypowiedzi polityków i wychwytywanie wypowiedzi czasami zaskakująco zbieżnych z hasłami propagandowymi Moskwy.
Zarówno w Rijadzie, jak i Dubaju pokazujesz starcie interesów aż kilku wywiadów jednocześnie — od polskiego i amerykańskiego, po saudyjski, irański czy rosyjski. Zastanawiam się, jak właściwie wygląda mechanika tworzenia tak skomplikowanej szachownicy fabularnej?
Jak często deklarowałem, moje fabuły mają odzwierciedlać prawdziwe realia historyczne i współczesne. Bliski Wschód, w tym rejon Półwyspu Arabskiego czy Zatoki Perskiej, stanowi rzeczywiście taką złożoną „szachownicę fabularną”, jak ją nazwałeś. Tam jest wszystko: wielkie pieniądze, ważne interesy i intrygi międzynarodowe, wiele punktów zapalnych (o czym przekonujemy się szczególnie ostatnio), kwestie religijne, chwilowe i stałe sojusze – można tak wymieniać bez końca. Te wszystkie kwestie przyciągają zainteresowanie różnych agencji wywiadowczych, starających się oczywiście wyprzedzać rzeczywistość. Kiedy pisałem obie części cyklu o Aleksie, to tak naprawdę wystarczyło wstawić moich fikcyjnych bohaterów w ten obraz prawdziwych realiów. Nie musiałem wymyślać żadnych znaczących pretekstów do zdynamizowania akcji.

Przeskakując z osadzonego w realiach II wojny światowej cyklu o Carlu von Wedelu do współczesnej sensacji o Aleksandrze Niwińskim, zmienia się nie tylko dekoracja, ale i całe instrumentarium szpiegowskie – od tradycyjnej obserwacji i szyfrów po cyber-wywiad, drony i globalny przepływ danych. Co z klasycznego arsenału z czasów zimnej wojny pozostaje niezmienne i kluczowe w pracy agenta, niezależnie od tego, czy mówimy o roku 1938 w Berlinie, czy o roku 2026 w Dubaju?
Najważniejszy pozostaje człowiek. Ja wyznaję teorię, że elektronika, satelity, inne elementy SIGINT, są istotne, ale po pierwsze operują nimi ludzie, a po drugie mają dostarczać informacji agentom realizującym najważniejsze misje. Dlatego w moich powieściach, nawet jeżeli pojawiają się elementy nowoczesnej techniki operacyjnej, zawsze główną rolę odegra człowiek, oficer lub agent. Niezmienne w pracy wywiadowczej pozostaje uzyskanie naprowadzenia na osobę dysponującą wartościowymi informacjami, zrealizowanie jej rozpracowania i podjęcie werbunku, po to aby uzyskiwać wiedzę ważną dla kraju. I tego człowieka, z jego słabościami i ważnymi umiejętnościami, będę umieszczał zarówno w fabułach z II wojny światowej, jak i historiach toczących się współcześnie.
Patrząc na ewolucję Twojej pisarskiej drogi – od debiutu po dyptyk bliskowschodni – widzę autora, który coraz śmielej buduje wielopoziomowe, międzynarodowe intrygi rozpięte między kilkoma kontynentami. W jakim punkcie swojej pisarskiej twórczości czujesz się obecnie i w jaką stronę chciałbyś pokierować swoją wyobraźnię w kolejnych projektach – czy Bliski Wschód i postać Aleksa Niwińskiego to dopiero początek większej historii? Reasumując – nad czym aktualnie pracuje Robert Michniewicz.
Jedno mogę stwierdzić z pewnością: sam jestem zaskoczony własnym dorobkiem po zaledwie trzech latach od debiutu. Rozmawiamy już o ósmej premierze, a za sobą mam trzy cykle współczesne i historyczne. Ale patrzmy w przyszłość, o przeszłości porozmawiamy na emeryturze (śmiech). Z pewnością czuję się pisarzem dojrzałym, choć jednocześnie od debiutu niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o radość z pisania i przyjemność z obmyślania nowych fabuł. Tak jak powiedziałeś, coraz częściej tworzę złożone międzynarodowe intrygi, ale myślę, że przede wszystkim zmiana nastąpiła, jeśli chodzi o sposób pokazania moich bohaterów. Na początku ci dobrzy byli dobrzy we wszystkim, a ich wrogowie do szczętu źli. Czyli białe było białe, a czarne czarne. Od jakiegoś czasu moi główni bohaterowie nabrali też szarości, a ich postawy wątpliwości i potknięć w życiu zawodowym i prywatnym.
Pokazuję chociażby niebagatelny problem samotności ludzi wywiadu. Takich bardziej transparentnych i bliższych życiu zobaczycie w najnowszej powieści, nad którą obecnie pracuję. To historia o przyjaźni, zdradzie i poświęceniu życia innych dla własnego interesu. W tle pojawi się oczywiście intryga szpiegowska. Jest nowy główny bohater, a w drugim planie może przygotuję niespodzianki… Nie chciałbym za wiele ujawniać, ponieważ niedawno zacząłem pisać i sam jeszcze nie wiem, jak potoczy się fabuła. Tę powieść przeczytacie zapewne jesienią przyszłego roku. Wcześniej, na początku 2027 roku ukaże się inna książka, która już czeka na swoją premierę. Ale to na razie tajemnica! Dla fanów Aleksa Niwińskiego też mam wiadomość. Aleks powróci… Ale czy będzie to Bliski Wschód, czy inny rejon świata, to dopiero się okaże.

Robert Michniewicz – Były oficer polskiego wywiadu. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych w Polskiej Akademii Nauk. W 1984 roku jako jeden z prymusów ukończył Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadowczych. W polskim wywiadzie przepracował 23 lata, z czego 11 lat działał za granicą. Realizował zadania wywiadowcze na Bliskim Wschodzie, w Ameryce i Europie.
W 2006 roku w stopniu podpułkownika przeszedł na emeryturę. Po zakończeniu służby zajmował się audytem i kontrolą wewnętrzną oraz bezpieczeństwem korporacyjnym. Do 2014 roku był Dyrektorem Biura Audytu i Bezpieczeństwa w Bumar sp. z o.o. i następnie w Polskim Holdingu Obronnym.
Zainteresowania: literatura sensacyjna i marynistyczna, polityka, sprawy gospodarcze i finansowe, podróże, sport (siatkówka, tenis, skoki narciarskie). Pisanie zawsze przychodziło mi z łatwością i jest jednym z moich ulubionych zajęć. Od wczesnej młodości pasjonowało mnie pisanie książek, które jednak zazwyczaj trafiały do szuflady. Przez okres mojej pracy zawodowej wielokrotnie sporządzałem dokumenty, mogące stanowić ciekawe publikacje. Pozostają obecnie w archiwach Agencji Wywiadu.



