Wznowienie fenomenalnego thrillera Alicji Sinickiej! Przeczytajcie specjalny fragment „Służącej”

UDOSTĘPNIJ

Za sprawą Wydawnictwa W.A.B. już od 12 sierpnia na rynku dostępny będzie ponownie bestsellerowy thriller, którego autorem jest Alicja Sinicka. „Służąca” to mroczny i duszna powieść gatunkowa spod znaku zbrodni, od którego nie sposób się oderwać… Przeczytajcie specjalny, przedpremierowy fragment książki! Jeśli lubicie mroczne thrillery pełne napięcia, sekretów i zwrotów akcji, ta historia zdecydowanie powinna trafić na waszą półkę.

Nowe wydanie „Służącej” już od 12 sierpnia w księgarniach.

Po wszystkich ustaleniach co do miejsc, które mam porządkować, jak i tych, do których absolutnie nie wol­no mi wchodzić – gabinet Mikołaja i jeden z pokoi na górze, po lewej stronie – Borewska robi coś dziwnego. Zanim wstaję ze skórzanego narożnika, kładzie dłoń na moim odsłoniętym kolanie.

– Poczekaj. – Uśmiecha się.

Przechodzi mnie dreszcz. Czuję się jak wiele lat wcześniej, gdy będąc małą dziewczynką, kąpałam się w małym zalewie obok Bystrzycy, niedaleko Oławy. Leśna Woda. To tam rodzice mieli domek letniskowy. Po śmierci taty, kilkanaście lat temu, mama chciała go sprzedać, ale namówiłyśmy ją z Gośką, żeby tego nie robiła.

            Pewnego razu, gdy spędzałyśmy tam kolejny letni weekend i rozdygotane wyszłyśmy z siostrą z wody, za­uważyłam, że do mojego kolana przykleiła się pijaw­ka. Była śliska i zimna. Gośka szybko podbiegła do mnie i próbowała ją zerwać, ale ta trzymała się moc­no. Przyssała się do skóry. Siostra w końcu chwyciła za nią mocno, przyssawki się naciągnęły, gdy wreszcie oderwała ją ode mnie.

Dłoń Borewskiej też jest chłodna i lepka tak jak ciało tamtej pijawki. Pragnę się od niej uwolnić.

Z mojego kolana ku pachwinom płyną ciarki. Jej gest na chwilę mnie mrozi. Zerkam na jej dłoń, póź­niej przerzucam wzrok na przysłonięte rzęsami oczy.

– Jesteś taka młoda i ładna, Julio – mówi. – Może chciałabyś u nas zamieszkać i zajmować się domem na stałe? Zapłacimy ci jeszcze lepiej.

Jestem oszołomiona dotykiem jej dłoni i wwiercają­cym się we mnie niewyraźnym spojrzeniem. W koń­cu przełykam ślinę, odsuwam się pół metra do tyłu. Natychmiast dostrzegam w jej zachowaniu zmianę. Ściąga łopatki, rozgląda się gorączkowo po salonie. To dodaje mi odwagi.

Odpowiadam:

– Mam inne zobowiązania, poza tym nie wyobrażam sobie takiego układu.

– Cóż za asertywność, podziwiam.

Mam wrażenie, że w jej słowach czegoś brakuje. Że coś dopowiada mi tym ciężkim westchnieniem, szer­szym uśmiechem odsłaniającym jasne, mokre zęby, ale w tej chwili nie jestem w stanie tego określić. Chyba wolę tego nie robić.

            Nagle słyszę chrobotanie zamka. Do domu wchodzi Mikołaj Borewski. Chyba wrócił z pracy, bo dzierży w ręku błyszczącą, brązową teczkę. Dochodzi czwarta trzydzieści po południu.

Atmosfera natychmiast staje się dziwnie ciężka. Maria odchrząkuje i podnosi się z miejsca. Mężczyz­na podchodzi do nas wolnym krokiem, posyłając mi półuśmiech. Zatrzymuje się dopiero przy narożniku, całuje żonę w policzek i podaje mi dłoń na powitanie.

– Cześć, Julia – mówi. – Dzień dobry.

Znamy się z widzenia. Gdy przyjeżdżałam do pana Antoniego, czasem widywałam Mikołaja przed domem. Zwróciłam na niego uwagę, bo dwa razy widziałam, jak

chował do bagażnika swojego terenowego samocho­du srebrną zbroję, tarcze i miecze w skórzanych pochwach. Pan Antoni wytłumaczył mi, że Borewski nale­ży do bractwa ziemi oławskiej, które w letnie miesiące organizuje walki rycerskie na podmiejskich polach należących do Borewskich. Właściwie jest seniorem tego bractwa, innymi słowy kieruje nim. Jego członkowie jeżdżą na rekonstrukcje ważnych bitew, przykładowo na pola grunwaldzkie, i uczestniczą w spotkaniach, na których biesiadują, rozmawiają o licznych akcjach wspierających propagowanie polskości i uczuć patriotycznych oraz podtrzymywanie tradycji polskich. Zawsze uważałam, że to ciekawe hobby. W jakimś wymiarze mi tym imponował.

W myślach nazywałam go rycerzem.

Na jego szyję pada snop światła, przez co twarz jest jakby zacieniona. Mimo wszystko dostrzegam bystre, błękitne oczy, które zapamiętałam z naszych krót­kich pozdrowień, gdy od czasu do czasu natrafiałam na niego przed domem. Zawsze jednak wydawał mi się niższy.

Dopiero teraz mogę lepiej przyjrzeć się jego sylwetce. Koszula w drobną, błękitną kratkę opina musku­larne ramiona i płaski brzuch, mocno spięty czarnym paskiem ze złotą klamrą, na której wytłoczono litery

„LV”. Jego codzienny ubiór nie wskazuje na tak niety­powe hobby. Siada obok mnie, rozszerzając lekko oczy w akcie niezrozumiałej fascynacji.

– Antek wiele o pani opowiadał. Ponoć nie ma pani sobie równych – mówi.

Maria krzyżuje ręce na piersi. Patrzy to na mnie, to na męża przenikliwym wzrokiem, który w pewnym momencie zaczyna mnie irytować.

Odpowiadam:

– Dziękuję. Polubiłam pana Antoniego, szkoda, że musiał wyjechać.

– Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – od­ powiada, wpatrując się we mnie trochę za długo.

Ciemne włosy ma zaczesane gładko do tyłu, gęsta broda jest równo przycięta, podkreśla szeroką żuchwę. Oczy są otoczone siecią płytkich zmarszczek, które ko­jarzą mi się z życiową ogładą. Może mieć czterdzieści kilka lat. Czuję od niego korzenne perfumy wymieszane z czymś jeszcze. Gośka zawsze mówiła, że niektórzy mężczyźni pachną pieniędzmi. Myślę, że tak właśnie pachnie Mikołaj Borewski.

– Przedstawiłaś Julii jej obowiązki? – zwraca się do żony.

– Tak, wiemy już, co będzie dla nas punktem wyjścia.

Znowu zawoalowane określenia. „Jaki punkt wyjścia?” – myślę. Przecież omówiłyśmy wszystko.

– Świetnie. A zapytałaś, czy nie chciałaby u nas za­ mieszkać?

Rzuca mi pytające spojrzenie, uśmiecha się ciepło.

Musieli rozmawiać o tym wcześniej. Nie wiem, czy sama mam mu odpowiedzieć, jaka jest moja decyzja, czy ona to zrobi. W końcu Borewska odpowiada:

– Julia kategorycznie odmówiła.
Mikołaj kiwa głową, układając usta w podkowę.

Mam wrażenie, że robi dobrą minę do złej gry. W rze­czywistości głęboko w środku odczuwa zawód, którego stara się nie uzewnętrzniać.

Mam do nich wrócić następnego dnia i rozpocząć porządkowanie o ósmej rano. Pani Maria odprowadza mnie do drzwi. Zanim wychodzę, w wiatrołapie za­uważam białe piórko na prawym rękawie jej obcisłe­go, czarnego swetra.

– Coś tu pani ma – mówię i odruchowo sięgam po nie. Niestety przywiera do puszystego materiału, więc lekko ciągnę. Udaje mi się je zdjąć, lecz to nie jest już dla mnie istotne. Chowając je do kieszeni, wpatruję się w siną obręcz wokół nadgarstka Marii. Wygląda to na ślad po zaciśniętym na nim sznurze lub kajdan­kach. Mierzę ją wzrokiem. Dopiero teraz dociera do mnie, że to trochę dziwne, aby w upalny dzień, w środ­ku lata chodzić w czarnych getrach i czarnym swetrze z długimi rękawami. Ja mam na sobie sukienkę na ra­miączkach.

            Maria nie patrzy na mnie, wydaje się całkowicie sku­piona na poprawianiu rękawa. Robi to szybko, nerwo­wo, parokrotnie przejeżdżając po nim dłonią. Złote bransoletki na lewym nadgarstku cicho dzwonią, od­bijając się od siebie.

– Do jutra – mówi, otwierając zamaszyście drzwi.

– Do jutra – odpowiadam, po czym szybkim kro­kiem opuszczam ich dom.

Jest taka bezbronna i niewinna, kiedy schodzi po scho­dach z werandy. Sunie szczupłą dłonią po drewnia­nej poręczy, jasny kucyk związany na czubku głowy podskakuje wesoło. Na ostatnim stopniu odwraca się i spogląda na dom. Przez jej błyszczące oczy przebi­jają setki myśli, mam wrażenie, że wyczuwa pod skó­rą zagrożenie, ale nie potrafi jeszcze go prawidłowo zidentyfikować. Coś jej nie pasuje. To coś jednak może być przecież wszystkim. Pewnie tak właśnie to sobie tłumaczy. Zwykłe złudzenie, które pryśnie, gdy zacznie tu przyjeżdżać regularnie. Dostanie dobre pieniądze, dzięki którym będzie mogła spełnić swoje marzenia, zrealizować bliższe i dalsze plany.

Pieniądze w dzisiejszych czasach znaczą tak wiele… Ponoć nie dają szczęścia, ale myślę, że dotyczy to wyłącznie ludzi, którzy już je mają. Biedni ich pragną, bo przecież zawsze chcemy tego, czego nie możemy mieć. Julia na swoje nieszczęście jest bied­na, dlatego łatwo wykorzystać jej chęć wzbogacenia się, podpiąć się pod to zgubne dążenie do szczęścia. Czy ona na to pozwoli? Jest ambitna, to widać. Pros­ta sylwetka, jędrne, zadbane ciało, szkic mięśni na szczupłych ramionach świadczący o tym, że praca fizyczna nie jest jej obca. Ładne imię, jeszcze ład­niejsza dziewczyna. Pewnie myśli, że zdobyła posadę marzeń. A ja myślę, że w dzisiejszych czasach trzeba bardzo uważać na to, o czym się marzy.

spot_img
0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0ObserwującyObserwuj
- Advertisement -spot_img