Gdy natura odcina świat od cywilizacji… O Borach Tucholskich, mrocznych sekretach i „Złorzeczu” opowiada Małgorzata Kasak

UDOSTĘPNIJ

Kiedy potężna nawałnica odcina od świata małą społeczność, skrywane pod dywanem brudy i dawne grzechy w końcu wychodzą na światło dzienne… Małgorzata Kasak, autorka rewelacyjnego „Złorzecza”, opowiada o niejednoznacznie fascynującym mikroklimacie Borów Tucholskich, psychologii zbiorowego milczenia, a także sztuce nadawania charakteru opowieści. Niezwykle uzdolniona debiutantka zdradza również, jak osobiste doświadczenia z żywiołem pomogły jej zbudować napięcie, dlaczego przeszłość zawsze upomina się o swoje prawa i czym kierowała się, powołując do życia bohaterów dalekich od kryminalnych stereotypów.

„Złorzecza” jest debiutem kryminalnym Małgorzaty Kasak, który otwiera cykl W Borach. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN.

Marcin Waincetel: Bory Tucholskie w powieści przestają być jedynie kulturowo-geograficznym tłem i zyskują własny, niesamowicie unikalny charakter. Zastanawiam się, jak przebiegał proces powoływania do życia tego mikroświata?

Małgorzata Kasak: Tak naprawdę można powiedzieć, że od przyrody się zaczęło. Bo to właśnie ona stanowiła bazę do budowania wokół niej mrocznej intrygi. Chciałam uchwycić w powieści moment przejścia huraganu, który poniekąd sama zapamiętałam z własnych przeżyć. W 2017 roku znajdowałam się w Borach Tucholskich i pewne sytuacje całkowicie mnie zaskoczyły, na przykład brak działającej sieci komórkowej przez prawie 24h… Można było odnieść wrażenie „odcięcia” od świata zewnętrznego. W „Złorzeczu” bohaterowie muszą dostosować się do warunków dyktowanych przez nawałnicę i im się podporządkować, tracą przez to poczucie bezpieczeństwa.

No właśnie – Złorzecze funkcjonuje jako zamknięty układ, w którym zbiorowa amnezja i przemilczenia stają się spoiwem społeczności. Co sprawia, że w obliczu sekretów ludzie wolą współtworzyć mur milczenia, zamiast dążyć do oczyszczenia atmosfery?

Złorzecze jest fikcyjną wioską, z fikcyjnymi bohaterami, niemniej chciałam odnieść się do realnych sytuacji. Mam wrażenie, że tak jak w rodzinie, w niektórych miejscowościach brudy zamiata się pod dywan i liczy na to, że nie wyjdą na wierzch. Czasem ktoś nie chce robić sobie kłopotów. A czasami ktoś po prostu przechodzi obok i udaje, że czegoś nie widzi. Poza tym – prawda często jest dla ludzi niewygodna i bolesna, lepiej ją przemilczeć. Właśnie za sprawą „Złorzecza” chciałam ukazać te osobliwe mechanizmy działania.

Porozmawiajmy o bohaterach. Nadkomisarz Paweł Jaworzyna spogląda na śledztwo z perspektywy człowieka stojącego o krok od upragnionej emerytury. To też bardzo ciekawa forma narracji dla czytelnika.

Paweł Jaworzyna jest zmęczony swoją pracą i chce odpocząć. Jednak poczucie obowiązku jest zbyt silne i koniecznie pragnie doprowadzić pewne sprawy do końca. I to dążenie do uzyskania odpowiedzi powoduje, że cała intryga to szukanie rozwiązania za wszelką cenę. Ten bohater musiał drążyć, dokopać się do dna, tylko wtedy uzyska spokój.

Spokój często łączy się z przeszłością, która w książce nieustannie upomina się o swoje prawa, splatając się z teraźniejszością. W jaki sposób czas – zamiast leczyć rany – potrafi działać jako mechanizm wypierania trudnych prawd i jak ten proces odbija się na psychice mieszkańców?

Myślę, że każdy człowiek jest naznaczany przeszłością – swoją, lub swojej rodziny. Stąd rodzą się kłótnie, niezgody czy nawet zbrodnie. Umiejętność interpretacji dawnych wydarzeń daje szansę na uzyskanie spokoju i lepsze zrozumienie siebie. I tak poniekąd dzieje się z mieszkańcami Złorzecza. Nie zawsze odpowiedzi na ich pytania są pozytywne, ale dają podstawę do wyciągnięcia odpowiednich wniosków.

Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że współczesny rynek książki często premiuje szybkie zwroty akcji i natychmiastową gratyfikację dla czytelnika. Tymczasem „Złorzecze” jest zupełnie inne – stopniowo budowane napięcie, nieśpieszne odkrywanie tajemnic… bardzo wciągający sposób na tworzenie książki.

Przyznam, że sama nie przepadam za szybkimi, sensacyjnymi akcjami w książkach. Myślę, że dlatego nie potrafiłabym napisać takiego kryminału. Uważam też, że kryminalna powieść nie musi cechować się tylko brutalnością i agresją wyskakującą z każdej strony. Dla mnie, o wiele ciekawsza jest geneza przestępstwa: dlaczego morderca go zabił? Co sprawiło, że dopuścił się takiego czynu? I chyba dla takich osób jest ta książka.

Odnieśmy się do lokalnego kolorytu. Osadzenie akcji w realiach nawiązujących do Borów Tucholskich wiąże się z oddaniem specyficznego ducha prowincji. Gdzie przebiega granica między literacką fikcją a autentyczną wrażliwością oraz mentalnością ludzi żyjących blisko wielkiego lasu?

Całe dzieciństwo mieszkałam w małej miejscowości na skraju Borów Tucholskich. To zupełnie inne życie niż w mieście. Tu ludzie się znają, albo znają kogoś, kto kogoś zna. Tu mieszkają zazwyczaj pokolenia rodzin. To środowisko znałam, dlatego starałam się pokazać je w „Złorzeczu”. Niemniej podkreślam, że jest to fikcja literacka i bohaterowie nie mają swojego wzorca w rzeczywistości. Każdy ma złorzeczański charakter, zbudowany na potrzeby powieści.

W „Złorzeczu” postacie uwikłane w dramat rzadko mieszczą się w prostych kategoriach dobra i zła. W niezwykle interesujący sposób opisane są również moralne konflikty, nieoczywisty świat wartości…

Człowiek ma swoje dobre i złe strony i tworzenie postaci skrajnie dobrej lub przesiąkniętej złem trochę gryzie się z rzeczywistością. Po opiniach czytelników widzę, że cenią właśnie ten fakt, że każdy z moich bohaterów na jakimś etapie popełnia błędy. Tak jak w życiu, człowiek uczy się na własnych błędach.

Niesamowicie określona jest także sama akcja książki. Wichura niszcząca las staje się iskrą, która wyciąga na wierzch dawne grzechy. W ten sposób „Złorzecze” staje się przejmującą opowieścią o poszukiwaniu prawdy.

Do poznania prawdy zawsze potrzebny jest impuls, jakiś bodziec, który spowoduje, że kłamstwo wyjdzie na jaw. Tutaj jest nim huragan jak i pewna wiadomość, którą otrzymują mieszkańcy wioski. Poza tym uważam, że w obliczu katastrofy, ludzie też się gubią, zaczynają popełniać błędy i to powoduje, że na jaw wychodzą sprawy sprzed lat. Tak jakby huragan odkopał je w momencie zagarnięcia połaci lasu.

„Złorzecze” to historia wieloznacznie interesująca, która stanowi bardzo wdzięczną zapowiedź serii. Podejrzewam, że było to jednak niemałe wyzwanie – tak literackie, koncepcyjne, po prostu twórcze.

Nie będę ukrywać, że powieść ewoluowała, nie napisałam jej od razu. Zawsze najpierw przetwarzam powieści w głowie, szukam słabych punktów, analizuje psychikę bohaterów. Dopiero potem przelewam wszystko na papier. Jednak ostateczny kształt zawdzięczam przede wszystkim tytanicznej pracy mojej redaktorki, Ewy Mędrzeckiej (@catvloguje). Dzięki jej uwagom udało się zachować charakter książki. Dziękuję, Ewo!

A na zakończenie… z jaką refleksją autorka „Złorzecza” chciałaby zostawić swoich czytelników?

Ujmijmy to w następujący sposób. Przeszłość zawsze do nas wraca, ale to od nas zależy, jaki wpływ będzie miała na nasze życie.

Małgorzata Kasak – Pisarka, czytelniczka rozmaitości i pasjonatka Borów Tucholskich. „Złorzecze” jest jej debiutem kryminalnym, który otwiera cykl W Borach, w którym każda powieść będzie dedykowana jednej z pór roku. Jej książki są pełne napięcia, a prawda wychodzi na jaw stopniowo – dla czytelników, którzy lubią historie, gdzie nic nie jest oczywiste, a odpowiedzi rodzą kolejne pytania.

spot_img
0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0ObserwującyObserwuj
- Advertisement -spot_img