Witajcie w Moimmieście. To nazwa-symbol, literacka makieta, która równie dobrze mogłaby stać za oknami Twojego bloku, niezależnie od tego, czy mieszkasz w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku czy Wrocławiu… Tomasz Mitra w „Historii współczesnej” rezygnuje z geograficznego detalu na rzecz uniwersalnego przekazu – w hipnotyzujący sposób kreśli przestrzeń, którą każdy z nas kojarzy z opowieści o ciemnych typach z sąsiedztwa, finansowych przekrętach, o których mówi się szeptem, a także toksycznych namiętnościach, które prowadzą do zguby…

Narcystyczny antybohater
Opowieść o zatraceniu, przekleństwie, nieczystości sumienia i szukaniu prawdy… Główny bohater to postać, której nie polubicie, no i umówmy się – autor zrobił wszystko, byście poczuli do niego instynktowną odrazę. Były ratownik medyczny, który kiedyś przywracał akcję serca, teraz zajmuje się wyłącznie pompowaniem własnego salda. Porzucił karetkę dla handlu nieruchomościami, ale w jego wydaniu to nie jest lśniący świat z katalogów, lecz dżungla, w której każda rudera jest szansą na oszukanie naiwniaka.
Persona skrajnie narcystyczna, przerysowanie charyzmatyczna i wyprana z empatii. Narracja Mitry, choć nasycona dialogami, tak naprawdę przypomina jeden głos roztrzaskanej osobowości. Wsłuchujemy się w człowieka z przetrąconym kręgosłupem moralnym, patrząc, jak traktuje kobiety niczym przedmioty z ograniczoną datą przydatności i jak urabia każdego, kto znajdzie się w zasięgu jego wzroku, byle tylko wejść o szczebel wyżej w drabinie finansowych elit.
Gatunkowy amok – czyli fascynująca różnorodność
Mitra zaserwował nam mozaikę tematów, które odnoszą się jednak przede wszystkim do opowieści spod znaku zbrodni. Tak na ciele, jak i duszy. Znajdziecie więc w całości elementy sensacji i dreszczowca, ale chyba przede wszystkim psychologicznego thrillera z szatańską wymową.
„Historia współczesna” to brutalna gra o przetrwanie, pisana krwią i cynizmem, która zostawia na bohaterze blizny, których nie przykryje żaden drogi garnitur. Z czasem jednak to nie rywale staną się problemem, lecz własna głowa – narastający w niej chaos zacznie mieszać karty, zacierając kruchą linię między faktami a paranoicznym szeptem.



