Piotr Górski powraca w znakomitym stylu do literatury gatunkowej, przedstawiając nam Sopot, którego nie znajdziecie w folderach turystycznych. Zapomnijcie o słońcu i gofrach na molo – tutaj pod powłoką luksusu wyczuwa się zapach stęchlizny i starej krwi. „Ósmy grzech” to brutalna wiwisekcja świata, w którym nadmiar pieniędzy wyżera resztki przyzwoitości, zostawiając miejsce na czyste, pierwotne zło. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa HarperCollins Polska.

Duszny zamiast Kruka
Zapewne wielu fanów Górskiego drżało na myśl o rozstaniu z Krukiem. Czy nowy protagonista udźwignie emocjonalny ciężar i zwiąże serca nowych czytelników? Przemysław Duszny to bohater inny, choć wcale nie tak skrajnie… To facet o sztywnym kręgosłupie moralnym, choć mocno pogruchotanym przez poczucie winy. Jeden kolega na cmentarzu, drugi na wózku – to bilans akcji, która zdefiniowała Dusznego na nowo. Zamiast jednak pić do lustra, komisarz szkicuje. Jego artystyczna wrażliwość to jedyny wentyl bezpieczeństwa w świecie, w którym zło czai się tuż za rogiem – w skrywanych obsesjach, poczuciu winy, społecznej niesprawiedliwości…
Acedia, czyli nuda zabija
Górski wyciąga z mroków średniowiecza pojęcie Acedii i rzuca je prosto w twarz współczesnym elitom. To właśnie ów tytułowy ósmy grzech – duchowe lenistwo, wypalenie, totalna obojętność. W świecie Domu Mody Hersza, gdzie limitowana torebka kosztuje więcej niż życie modelki, blichtr staje się maską dla sadystycznych odchyłów. Autor zdefiniował bardzo interesujące ramy dla społecznego dramatu zabarwionego zbrodnią.
Kiedy Diana Drewska znika, wszyscy patrzą na jej kolorowego Instagrama z Meksyku i wzruszają ramionami. Duszny jako jedyny czuje, że pod tym filtrem kryje się mrok. To bohater wrażliwy, świadomy, niepokorny, który zdaje się być doskonałym przewodnikiem po ścieżkach zła. Jest w tej powieści niesamowita aura związana z humanizmem. Autor genialnie punktuje to swoiste znużenie przepychem, które pcha ludzi do rzeczy wynaturzonych. Tam, gdzie kończy się wyobraźnia zwykłego śmiertelnika, zaczyna się zabawa bogaczy, dla których „bycie magnetic” to wyrok śmierci.
Powroty, których nie da się cofnąć
Gdzieś obok śledztwa mamy Julię Skalską. Dziewczyna uciekła do Vancouver, by wymazać z pamięci pożar, w którym straciła rodziców. Wróciła jednak do Sopotu, choć mityczny Wujek Lu – postać tyleż opiekuńcza, co przerażająca – wyraźnie tego zakazał. Skalska to bohaterka tragiczna, która boleśnie przekonuje się, że „złamane serca biją na oślep”. Jej wątek splata się z historią zaginionych modelek w sposób, którego kompletnie nie można się spodziewać. Albo inaczej – bardzo trudno jest to przewidzieć. I to znów kolejny walor powieści Górskiego.
Jaki jest największy atut tej książki? Określona stylistyka, pomysł wyjściowy, zbrodnicze motywy – oczywiście, ale… wydaje się, że najbardziej istotnym elementem pozostaje konstrukcja. Górski wodzi nas za nos z taką gracją, że autentycznie pozostajemy w stanie głębokiego zawieszenia, gdy w końcu prawda wychodzi na jaw. Wszystkie tropy były tam od początku – w rozmowach o snach, w opisach, w rzuconych od niechcenia uwagach. I to nieczęsta sztuka: tak zaplanować intrygę, by czytelnik czuł się oszołomiony własną ślepotą, a nie brakiem logiki autora.
„Ósmy grzech” posiada w sobie coś prawdziwie magnetycznego – od psychodelicznej okładki, przez duszną nastrojowość Wybrzeża, aż po bezwzględny obraz ludzkiej natury. To proza odarta z naiwności, gdzie luksus jest religią, a sny to tylko „bajki dla dorosłych dzieci”. Duszny powinien dostać od czytelników kredyt zaufania, bo potencjał w tym świecie jest naprawdę ogromny.



