Złota klatka i psychopata na tronie – wywiad z Alicją Sinicką, autorką thrillera „Służąca”

UDOSTĘPNIJ

Za zamkniętymi drzwiami domowego ogniska czasami kryją się tajemnice, o których nie chcemy pamiętać, a pozorna sielanka bywa najdoskonalszą fasadą dla bezwzględnej manipulacji i lęku. Alicja Sinicka, mistrzyni polskiego domestic noir, w swojej powieści „Służąca” opowiada nam o ukrytych lękach, psychologicznych demonach i nieoczywistych zbrodniach, które rodzą się z namiętności. Zainteresowani? Przeczytajcie specjalny wywiad z autorką.

Za sprawą Wydawnictwa W.A.B. już od 12 sierpnia na rynku dostępny będzie ponownie bestsellerowy thriller, którego autorem jest Alicja Sinicka. „Służąca” to mroczny i duszna powieść gatunkowa spod znaku zbrodni, od którego nie sposób się oderwać.

Marcin Waincetel: Słowo „służąca” niesie ze sobą ogromny bagaż kulturowy, historyczny i klasowy – od razu uruchamia wyobraźnię i podsuwa konkretne klisze o poddaństwie, niewidzialności i hierarchii. Kiedy ten tytuł po raz pierwszy pojawił się w Twojej głowie, co dokładnie dla Ciebie znaczył i jak ewoluował wraz z powstawaniem fabuły?

Alicja Sinicka: Sam tytuł powstał bardzo szybko, bo jeszcze zanim zaczęłam pisać książkę. Pierwszym obrazem, jaki zobaczyłam, była dziewczyna ubrana w suknię służącej, jak z poprzedniej epoki, której wyraźnie nie odpowiada ta rola. Zadałam sobie pytanie: dlaczego ona tam jest? Jaka historia się za tym kryje? Samo słowo „służąca” z jednej strony przywoływało konkretny obraz podporządkowania, hierarchii, wykonywania cudzych poleceń. Z drugiej, wiązało się z wykonywaniem pracy wbrew własnej woli. Poszłam tymi tropami. Chciałam za pomocą tego typu zależności pokazać relację psychopaty i ofiary.

Fot. archiwum prywatne autorki

Porozmawiajmy o Twoich bohaterach. Rodzina Borewskich porusza się w przestrzeni powieści na styku codzienności i zupełnie innych, ukrytych rejestrów. Jak podchodziłaś do budowania ich postaci i relacji między nimi w trakcie pisania?

Początkowo zależało mi na tym, żeby rodzina Borewskich wydawała się zupełnie zwyczajna – zamożne małżeństwo i odnoszący sukcesy syn. Mają swoje przyzwyczajenia, konflikty i drobne napięcia, czyli wszystko to, co każdy z nas zna z własnego życia. W przypadku Mikołaja dość szybko odsłoniłam wszystkie karty. Maria i Kacper byli bardziej niejednoznaczni i obok Mikołaja oni również byli źródłami rosnącego w powieści napięcia. Zależało mi na pokazaniu nie tylko osobowości psychopatycznej, ale też całego jej otoczenia i tego jak na nie oddziałuje. W trakcie pisania coraz bardziej miałam poczucie, że bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem. Początkowo mogłam mieć wobec nich pewne założenia, ale potem zaczęłam odkrywać kolejne warstwy ich osobowości, z czego chętnie korzystałam. Szczególnie Kacper miał dla mnie wiele wymiarów. Maria jest przedstawicielką kobiet współuzależnionych, które częściowo przejmują na siebie cechy psychopatycznego partnera.

Nie da się ukryć, że to właśnie przestrzeń w domestic noir odgrywa zazwyczaj gigantyczną rolę, a dom Borewskich staje się kluczowym elementem tej historii. To taka złota klatka. Jak wyglądał u Ciebie proces ożywiania tej rezydencji i dobierania rekwizytów, które wpadają w oko czytelnikowi?

Rzeczywiście, do tego elementu gruntownie się przygotowywałam, bo od początku zależało mi na tym, żeby dom Borewskich miał własny charakter, żeby było czuć tam silny powiew przeszłości. Budynek jest wypełniony zabytkami, starymi obrazami i przedmiotami, które mają swoją historię. Jest tam nawet tron, na którym zasiadał Mikołaj Borewski. Tego typu elementy z jednej strony budują obraz ogromnego bogactwa i wyjątkowego statusu rodziny, a z drugiej mogą przytłaczać i wzbudzać niepokój. Mikołaj Borewski fascynuje się średniowieczem i z zewnątrz może się to wydawać szlachetnym, unikatowym hobby. Kiedy jednak wejdzie się do jego domu i naprawdę zbliży do jego rodziny, szybko można poczuć, że to niebezpieczna obsesja. O tym przekonuje się główna bohaterka.

No właśnie… pojęcie zagrożenia. Postać Kacpra, syna Borewskich, wnosi do fabuły specyficzną dynamikę i sporo niewiadomych, a także fascynujących spostrzeżeń na przykład w kontekście sztuki tworzenia, jak również fascynacji brutalnością.

Kacper tworzy brutalne thrillery, co może wydawać się niepokojące. W jego przypadku granica między tym, co wymyślone, a tym, co fascynuje go naprawdę, nie zawsze jest dla otoczenia oczywista ( być może nie jest też oczywista dla niego). Jest to młody twórca, który bardzo intensywnie obserwuje ludzi. Interesuje go to, co dzieje się z człowiekiem w sytuacjach ekstremalnych, jak reagujemy na strach, przemoc czy utratę kontroli. Jego relacja z rodziną również jest pełna napięć i niedopowiedzeń. Kacper jest częścią świata Borewskich, ale jednocześnie ma do niego dużo dystansu. Obserwuje rodzinę z własnej perspektywy, a jego wrażliwość twórcza sprawia, że dostrzega rzeczy, których inni mogą nie zauważać. To wszystko składa się na to, że ciężko mu zaufać.

Wspominałaś swego czasu, że pisanie tej historii wiązało się z bardzo konkretnym, specyficznym napięciem. Co takiego odnajdujesz w zamkniętych, kameralnych relacjach domowych, że tak mocno przyciągają Twoją uwagę jako autorkę thrillerów?

Myślę, że najbardziej fascynuje mnie kontrast między tym, co widzimy na zewnątrz, a tym, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Dom z założenia powinien być miejscem bezpieczeństwa, bliskości i zaufania. Niestety, zdarza się, że to właśnie w najbardziej kameralnych relacjach mogą pojawić się negatywne zjawiska: manipulacja, przemoc, kontrola czy lęk. W zamkniętej przestrzeni nie można po prostu odejść i zapomnieć o problemie. Jesteśmy skazani na ludzi, którzy nas otaczają. Wydaje nam się, że to właśnie ich znamy najlepiej, ale często okazuje się, że wcale tak nie jest. To daje ogromne możliwości budowania napięcia. Im bliższa jest relacja między bohaterami, tym silniejsze mogą powstawać konflikty.

To może spotkać każdego z nas, przez co łatwo utożsamić się z bohaterami tego typu opowieści. Czasem w realnym życiu nie doświadczamy niektórych sytuacji w pełnym wymiarze, to mogą być tylko pewne przebłyski toksycznych relacji. Dzięki czytaniu takich książek możemy się im lepiej przyjrzeć, zrozumieć, nazwać. Możemy sobie pomóc.

Praca nad gatunkiem, jakim jest thriller psychologiczny, wymaga od twórcy długiego przebywania w bliskim kontakcie z trudnymi emocjami bohaterów. Jak wygląda ten proces u Ciebie i jak oddzielasz świat fikcji od własnej codzienności?

Kiedy piszę, staram się bardzo mocno wejść w perspektywę moich bohaterów. Żeby wiarygodnie opisać strach, obsesję, bezradność czy poczucie zagrożenia, trzeba naprawdę poczuć te wszystkie emocje. W związku z tym często zastanawiam się, jakie są największe lęki danego bohatera, co ukrywa i dlaczego podejmuje taką, a nie inną decyzję. Nawet jeśli jego zachowanie jest dla mnie moralnie nieakceptowalne, muszę znaleźć w nim jakiś mechanizm, który pozwoli mi je zrozumieć. Wtedy wszystko układa się w spójną całość.

Zdj. Monika Kapelewska

Co więcej, kiedy jestem w trakcie pisania powieści, nigdy nie uwalniam się w pełni od jej świata. Nawet po wyjściu z gabinetu długo jeszcze myślę o danej scenie, szczególnie jeśli była pełna emocji albo nie udało mi się jej tego dnia dokończyć. Cały czas mam wrażenie, jakbym chodziła w gryzącym swetrze, którego nie sposób zdjąć.

Oczywiście staram się żyć normalnie, zajmować codziennymi sprawami, spotykać z ludźmi, być tu i teraz. Ale książka pozostaje gdzieś z tyłu głowy. Bohaterowie, ich decyzje, emocje, konflikty, to wszystko nadal we mnie żyje. Dopiero kiedy kończę książkę, powoli się od niej uwalniam. Czasem zajmuje mi to tydzień, czasem nawet parę miesięcy.

Gdy dzisiaj, po latach od premiery i przy okazji nowego wydania, zerkasz wstecz na to, jak czytelnicy odbierają tę książkę, które z ich interpretacji lub pytań najbardziej zapadły Ci w pamięć?

Zawsze najbardziej zapadają mi w pamięć te interpretacje, których sama nie przewidziałam. Kiedy czytelnik dostrzega w historii coś, co dla mnie podczas pisania było gdzieś na drugim planie, albo w ogóle nie istniało. Zawsze jest to dla mnie niezwykle ciekawe. W przypadku „Służącej” najwięcej pytań było związanych z wyborami Julii. Ludzie stawiali się na jej miejscu i w rozmaity sposób usiłowali rozegrać sytuację, w której się znalazła. Każdy podawał mi swoje wyjście z opresji: trucizny, broń palna, spiski przeciwko Borewskiemu, szybsze zaangażowanie Kacpra w całą sprawę. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, żeby nie spoilerować, ale z pewnością, rozmowy z czytelnikami na temat „Służącej” były pełne emocji.

Powiedz, proszę…gdybyś mogła na moment spojrzeć na „Służącą” oczami kogoś, kto otwiera tę książkę po raz pierwszy i nie wie o niej absolutnie nic – na czym najchętniej zawiesiłabyś własną uwagę? Innymi słowy – co traktujesz za motyw przewodni historii?

Gdybym miała wskazać jeden motyw przewodni „Służącej”, powiedziałabym, że jest nim przede wszystkim sposób, w jaki strach wpływa na człowieka i kształtuje jego zachowanie. To bardzo silna emocja, która potrafi zmieniać nasze postrzeganie rzeczywistości, wpływać na podejmowane decyzje i sprawiać, że zaczynamy działać w sposób, którego w innych okolicznościach być może nigdy byśmy nie wybrali.

Sakramentalne pytanie łączy się z planami na przyszłość. Zdradź, proszę, nad czym obecnie pracujesz.

Napisałam już nowy thriller domestic noir. Tym razem moja bohaterka przeprowadza się do nowego domu, a za ścianą ma tajemniczego sąsiada, którego zachowanie wobec niej trudno jednoznacznie odczytać. Czy można mu zaufać? Na to pytanie będzie można znaleźć odpowiedź już jesienią.

spot_img
0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0ObserwującyObserwuj
- Advertisement -spot_img