Polskie morze poza sezonem ma w sobie coś z melancholijnego thrillera. Kiedy z deptaków znikają gigantyczne, dmuchane flamingi, nadbałtyckie wioski stają się idealną dekoracją dla zbrodni. Marta Matyszczak doskonale wyczuła ten klimat. W swojej najnowszej powieści „Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo” (Wydawnictwo W.A.B.) zabiera nas do Sasina – miejsca, gdzie zapach sosen miesza się z aromatem smażonej flądry i… zawiłej, lokalnej intrygi. To otwarcie nowego cyklu „Wakacje z mordercą” i zarazem popis literackiej swobody, która udowadnia, że rodzime cosy crime potrafi być błyskotliwe i bezkompromisowe.
Weekendowy afekt, czyli sielanka we krwi
Tytuł powieści w ironiczny sposób punktuje ponurą prawidłowość kryminalnych statystyk, według których to właśnie weekendy przynoszą najwięcej policyjnych zgłoszeń. Matyszczak mistrzowsko buduje kontrast między sielskim anturażem a nagłą, brutalną śmiercią. Z tarasu widokowego słynnej latarni Stilo spada kobieta – lokalna przewodniczka. To samobójstwo, wypadek, a może morderstwo? Czy z tym zdarzeniem ma związek ktoś z miejscowej elity? Ot, w ten niecodzienny sposób buduje się intryga…
Seniorzy w natarciu i pies o nienachalnej urodzie
Wydaje się, że jedną z największych wartości tej powieści nie jest samo pytanie „kto zabił?”, ale proces dochodzenia do prawdy, w którym tradycyjne metody policyjne zostają zastąpione przez czysty żywioł. Matyszczak zderza ze sobą dwa fascynujące mikrokosmosy. Z jednej strony dostajemy czwórkę młodocianych „skazańców”, czyli życiowych rozbitków odpracowujących w Sasinie wyroki za drobne przewinienia. Na ich czele stoi Roma Nowacka – niespełniona pisarka, która zamiast literackich salonów musi nabrać nieco pokory, a towarzyszy jej między innymi ekscentryczny nerd i fryzjerka o języku ostrzejszym niż brzytwa. Z drugiej strony barykady staje turnus emerytów – kuracjuszy, którzy zamiast spokojnej gry w karty i inhalacji jodem, wolą dawkę czystej, detektywistycznej adrenaliny.
Matyszczak serwuje nam szalenie mądrą, cudnie zabawną opowieść o przełamywaniu stereotypów. Dialogi są naturalne, prowadzone ze swadą i całkowicie pozbawione sztuczności. Humor nie bierze się tutaj bowiem z wymuszonych gagów, lecz z genialnego ucha autorki do ludzkich potknięć językowych, mentalnych nawyków i naturalnych tarć na linii młodość–starość. Nad wszystkim unosi się zaś aura czworonożnego towarzysza o nienachalnej urodzie, który z absolutną bezczelnością kradnie każdą scenę, w której się pojawia.
Jod, gofry i wielka polityka w Sasinie
Wielu autorów nurtu kryminałów kawiarnianych wpada w pułapkę tworzenia literackiej makiety – odrealnionego miasteczka, w którym morderstwo jest tylko pretekstem do wypicia kolejnej filiżanki herbaty. Matyszczak unika tego błędu, osadzając intrygę w bardzo konkretnych, współczesnych realiach. W tle sasińskich wydm nieustannie rezonuje temat budowy pobliskiej elektrowni atomowej. Dzięki temu powieść zyskuje drugie, społeczno-obyczajowe dno. Autorka z lekkością felietonistki punktuje lęki, interesy i małomiasteczkowe układy. I choć momentami ekspozycja bohaterów oraz ich wewnętrzne rozterki potrafią nieco wyhamować dynamikę samej zagadki, to precyzja, z jaką autorka splata poszczególne nitki intrygi w finale, w pełni to rekompensuje.
„Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo” to książka napisana ze świadomością gatunkowych reguł i – co najważniejsze – z ogromnym szacunkiem do czytelnika. Matyszczak z pełną świadomością i ogromną klasą celebruje lekkość gatunku, serwując nam literaturę środka w absolutnie mistrzowskim wydaniu. Jej nienaganna polszczyzna oraz niebywała swoboda frazy sprawiają, że przez tę historię wręcz się płynie. Stylistyka zachwyca elastycznością, skrząc się inteligentną ironią i urzekając językową dyscypliną, a genialnie nakreślone, wielowymiarowe postacie natychmiast zyskują sympatię czytelnika. Wszystko to spina niepodrabialny, bałtycki klimat – subtelnie nostalgiczny, a jednocześnie genialnie rozbrojony błyskotliwym humorem. Marta Matyszczak udowadnia, że potrafi pisać o zbrodni z uśmiechem, który ani przez chwilę nie wydaje się wymuszony. To idealna lektura nie tylko





