Hanna Szczukowska-Białys. Autorka gatunkowa, która na polskiej mapie kryminału wyrasta na twórczynię osobną i bezkompromisową, czerpiącą siłę z literackiego rzemiosła, ale także bardzo określonej intuicji. Spotkania z jej twórczością to analiza ludzkich traum i mrocznych stron obyczajowych historii, która nigdy nie chce stać się przeszłością. Nie inaczej jest w powieści „Mary Miasta”, piątym tomie cyklu o komisarzu Marku Bondysie – książce, która pod płaszczem thrillera skrywa sugestywne refleksje o nieuchronności losu. Powieść ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN.
Bondys – śledczy ze skazą i neurozą
Marek Bondys to postać ulepiona z dymu papierosów i melancholii. Nałogowy palacz, mizofon i człowiek o wyjątkowo twardej skorupie, pod którą skrywa przeżycia zdolne złamać każdego. Wydaje się, że naprawdę znamienne dla tej postaci jest zamiłowanie do układania puzzli. To hobby tylko pozornie wydaje się niewinne; w świecie Bondysa każde śledztwo to chaos elementów, które należy sensownie scalić. Puzzle stanowią dla niego nie tylko doskonałą i wygodną ucieczkę od problemów egzystencji, ale i próbę odnalezienia harmonii w świecie rządzonym przez przypadek. „Chciałam, aby tym razem komisarz musiał dowieść swojej własnej sprawiedliwości przed światem, ale także, a może przede wszystkim, przed samym sobą… – deklaruje twórczyni kryminału.
Poza czasem, pomiędzy miejscami
W „Marach Miasta” autorka zdecydowała się na intrygujący zabieg – rezygnację z konkretnej topografii na rzecz uniwersalnego „Miasta”. To Miasto – pisane wielką literą – jest nieoczywistą rzeczywistością. „Miasto to moja metafora poprzedniego ustroju politycznego w Polsce. Uznałam, że pokażę ciężką, siermiężną komunę nie tylko poprzez postaci czy wydarzenia, ale poprzez nadanie jej imienia, realnego kształtu, miejsca, które pochłonie bohaterów w swoją bezdeń, a jednocześnie stanie się ich jedynym domem…” – podkreśla autorka książki. Znamienne dla pisarstwa Szczukowskiej-Białys jest skupienie na surowości formy – poszczególne obrazy są ze sobą doskonale powiązane, tworząc spójną całość, w której lapidarny opis stanowi o sile przekazu.
Ostatni sprawiedliwy w matni
Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki autorka prowadzi nas przez labirynt sumienia swojego bohatera. Bondys musi pełnić rolę swoistej sędziny ludzkich dusz głoszącej trudną prawdę w mrocznych zakątkach polskiej rzeczywistości przełomu wieków. Z gorzką refleksją odkrywamy, że ten stróż prawa, walczący o ład, również chowa tajemnicę z przeszłości, która czyni go postacią głęboką i autentyczną. Autorka zmusza do namysłu nad upadkiem obyczajów i trudnością w odnalezieniu dobra tam, gdzie wszyscy byliśmy tylko pionkami w niebezpiecznej grze. „Każdą moją powieść buduje na emocjach, niezależnie od tego czy piszę thriller, czy kryminał. I tak stało się też w przypadku „Mar Miasta”. Osią powieści zostały odczucia komisarza Bondysa, jego przeszłość, koszmary, załamujący się pod stopami grunt…” – zaznacza twórczyni.
Gatunkowe wzorce i niezwykłe eksperymenty
Powieść to także nieoczywista podróż w przeszłość polityczną, gdzie organy ścigania działały według bezwzględnych reguł. Autorka stawia pytania o wagę najwyższą – czy koszmary to sekrety, które próbujemy wepchnąć w zapomnienie, a one i tak o sobie przypomną? Czy kara śmierci, temat odwiecznie sporny, w obliczu pewnych zbrodni może przybrać inny wymiar? W tej historii dobro wabi zło, a granica między ofiarą a oprawcą ulega zatarciu. „Mary Miasta” to lektura, która uświadamia nam, że od niektórych spraw nie da się uciec, bez względu na to, ile minie lat… Absolutnie wyjątkowa powieść spod znaku zbrodni.







