Bartosz Szczygielski w „Czarnych ptakach” po raz kolejny udowadnia, że na rynku rodzimego kryminału pełni rolę literackiego… architekta destrukcji. Szczygielskiego nie interesuje bowiem proste odhaczanie gatunkowych schematów – ceniony twórca zdecydowanie woli budować labirynty, w których czytelnik gubi się na własne życzenie. Jego najnowsza propozycja wydana nakładem Wydawnictwa Muza to jednak coś więcej niż kolejny thriller do przeczytania w jeden wieczór. To literacki eksperyment, konstrukcyjna łamigłówka, która rzuca wyzwanie przyzwyczajeniom czytelnika.

Zbrodnicza intryga i manifest wolności
Szczygielski, czerpiąc z najlepszych tradycji noir, ale doprawiając to nowoczesnym sznytem, serwuje nam opowieść dwustronną. I to dosłownie. „Czarne ptaki” to literacka układanka o dwóch obliczach, którą możesz zacząć czytać z dowolnej strony. W mrocznych latach 90. ubiegłego wieku dwaj maturzyści stają się świadkami morderstwa, co zmusza ich do brutalnie szybkiego dorastania w cieniu wyroków mafii. Co ciekawe, równolegle, we współczesnym świecie wielkich pieniędzy i sztuki, splatają się losy dwóch kobiet – bezwzględnej manipulatorki oraz ambitnej marzycielki. Gdy te odległe czasowo historie zaczną rezonować, okaże się, że każdy błąd z przeszłości ma swoją cenę, a prawda bywa bardziej bolesna niż kłamstwo. „Czarne ptaki” to emocjonalny thriller o wyborach, które niszczą życie, a także tajemnicach, których nie da się pogrzebać na zawsze…

W poszukiwaniu uniwersalnego wzoru
„Sama dwustronna konstrukcja ma znaczenie dla samej powieści, ponieważ daje czytelnikowi wybór, którego w życiu często jesteśmy pozbawieni…” – tłumaczy autor. „Obie opowieści, choć dzieją się w zupełnie innych czasach i mają innych bohaterów, są poniekąd swoim lustrzanym odbiciem. Pokazują, jak nasze wybory wpływają nie tylko na nas, ale też na rodzinę i przyjaciół”. I nie da się ukryć, że jest to po prostu bardzo przemyślana strategia narracyjna. Szczygielski balansuje między czystą rozrywką a egzystencjalną refleksją. Jak przyznaje ceniony twórca, literatura gatunkowa posiada według niego dwa zadania – z jednej strony bawić, z drugiej strony zmuszać do myślenia. Dzięki temu możemy dostrzec uniwersalne mechanizmy zła, niezależnie od tego, czy patrzymy na nie przez pryzmat współczesności, czy zamglonych wspomnień sprzed trzech dekad.

Zamaskowane potwory, czyli źródło napięcia
Szczygielski w „Czarnych ptakach” bawi się pojęciem strachu. Co ważne, autora nie interesuje jednak wywoływanie taniej sensacji, lecz powolne zaciskanie pętli na szyi bohatera. Twórca literatury spod znaku zbrodni zauważa, że zagrożenie fizyczne jest stresujące, ale to ukryte skuteczniej niszczy od środka. „Potwory zawsze noszą jakieś maski, choć czasem nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Niekiedy o wiele trudniej je rozpoznać, kiedy ten, kto nas atakuje, nie nosi kominiarki” – mówi autor, dotykając tak naprawdę sedna współczesnego thrillera psychologicznego. Bohaterowie Szczygielskiego nie są herosami. To ludzie poobijani przez los, popełniający błędy, często irytujący w swojej bezsilności. Ale to właśnie ich autentyczność sprawia, że im kibicujemy. Pisarz przyznaje, że tym razem trzymał ich krótko: „Wszystko było zaplanowane od początku do końca. Zbudowałem ich tożsamość i dałem im to, co chciałem”.
Dwa początki, dwie historia i jeden wniosek – w świecie Szczygielskiego niewinność jest towarem deficytowym, a za sukces zawsze wystawia się rachunek umazany krwią. To opowieść zawieszona poza czasem i pomiędzy miejscami, która budzi sumienie i prowokuje do pytań. Dlaczego autor zdecydował się odebrać swoim bohaterom prawo do niewinności? Czy dwustronna konstrukcja książki to jedynie zabieg formalny, czy może metafora życia, w którym rzadko dostajemy drugą szansę? Zainteresowani? Poznajcie nieoczywisty świat zapisany w „Czarnych ptakach”



