Anatomia dziedzicznego mroku – recenzja powieści „Gen zła”

UDOSTĘPNIJ

Kiedy zło przestaje być wyborem, a staje się piętnem zapisanym w helisie DNA, literatura kryminalna wkracza na grząski grunt determinizmu. Katarzyna Wolwowicz w jedenastym już tomie bestsellerowej sagi o Oldze Balickiej, zatytułowanym „Gen zła”, nie tylko domyka pewne rozdziały, ale przede wszystkim stawia diagnozę społeczeństwu, w którym trauma przeszłości rezonuje z siłą szoku pooperacyjnego… Zainteresowani?

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwo Zwierciadło.

Współczesna polska powieść gatunkowa rzadko oferuje autorów o tak morderczym tempie pracy, którzy jednocześnie nie tracą z oczu psychologicznej głębi swoich protagonistów. Wolwowicz, wykorzystując warsztat psychologa klinicznego, precyzyjnie uderza w najczulsze struny czytelniczej wrażliwości. W „Genie zła” komisarz Olga Balicka zostaje pozbawiona tarczy, którą zazwyczaj stanowi jej profesjonalizm – tym razem staje się ofiarą. Otwarcie powieści, z makabrycznym motywem przebudzenia w całkowitych ciemnościach, więzami i pierwotnym strachem, stanowi literacki nokaut, który ustawia ton całej historii.

Dualizm cierpienia – nieoczywiste wrażliwości

Konstrukcja fabularna „Genu zła” przypomina precyzyjny mechanizm zegarowy, w którym płaszczyzna współczesna oraz mroczna przeszłość nieuchronnie dążą do punktu wspólnego. Narracja prowadzona jest dwutorowo: dramatyczna ucieczka Olgi oraz makabryczne odkrycie zwłok w ogrodzie jej oprawcy stanowią tu kontrapunkt dla bolesnych retrospekcji z życia dwunastoletniego Tobiasza Kowala. Autorka z chirurgiczną precyzją splata te dwa światy, ukazując, jak dawne traumy determinują bieżące tragedie.

Tragedia zapisana w sercu i duszy

Symboliczny koniec dzieciństwa Tobiasza wyznacza niewyobrażalna tragedia – moment, w którym ojciec staje się katem matki. Wątek chłopca trafiającego do domu dziecka, miejsca, które zamiast azylu oferuje jedynie nową formę opresji i przemocy, stanowi jeden z najbardziej poruszających filarów powieści. Wolwowicz z bezlitosną szczerością stawia pytania o granice ludzkiej psychiki: czy jednostka uformowana w tyglu okrucieństwa zachowuje zdolność do kochania? Czy Paula, będąca spadkobierczynią tej traumy, zdoła przeciąć więzy międzypokoleniowej klątwy? W „Genie zła” te rozważania nad ontologią niegodziwości przestają być abstrakcją, zyskując niemal fizyczny ciężar.

Dialektyka podejrzeń i twarde dowody

W warstwie stricte gatunkowej Wolwowicz operuje wzorcem klasycznego, choć poddanego nowoczesnej dekonstrukcji thrillera kryminalnego. Autorka zarysowuje intrygującą grę pozorów, w której główny wektor podejrzeń zostaje skierowany na Miestwina Pomorskiego. Jednakże interwencja agentów CBŚP działa niczym intelektualny kubeł zimnej wody – żelazne alibi domniemanego sprawcy wprowadza stan poznawczego zawieszenia…

Finalna refleksja nad „Genem zła” prowadzi do wniosku, że Katarzyna Wolwowicz stworzyła nieczęsty w polskiej literaturze popularnej przypadek prozy, która mimo seryjności nie traci na ostrości i fabularnej jakości. To kryminał absolutnie angażujący, w którym mechanizmy dziedziczenia traumy stają się równie istotnym elementem śledztwa, co poszukiwanie fizycznych śladów na miejscu zbrodni. Autorka nie daje czytelnikowi łatwego rozgrzeszenia, sugerując, że najmroczniejszą z tajemnic nie jest to, kto pociągnął za spust, lecz to, co sprawiło, że po raz pierwszy zechciał to zrobić…

spot_img
0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0ObserwującyObserwuj
- Advertisement -spot_img