„Grobowa cisza” – Dziki Zachód nad Wartą – recenzja książki

UDOSTĘPNIJ

Opowieść spod znaku zbrodni, nieoczywisty kryminał policyjny, społeczny dramat zapisany w wyjątkowo nieoczywisty sposób… „Grobowa cisza”, najnowsza powieść Ryszarda Ćwirleja, to czysta, mocna i sentymentalna podróż do czasów, o których wielu wolałoby zapomnieć. Rok 1992, Wielkopolska. Morderstwo w lesie, spirytusowy biznes i zniknięcie dziennikarza. Trzy sprawy, jedno rozwiązanie. Zainteresowani? Najnowsza książka Ryszarda Ćwirleja ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza.

Ryszard Ćwirlej w „Grobowej ciszy” ponownie udowadnia, że jest niekoronowanym królem polskiego kryminału neomilicyjnego, a jego literackie uniwersum Poznania i okolic to konstrukcja, która zdumiewa formą, ale też wymową. Autor z chirurgiczną precyzją wrzuca nas w sam środek roku 1992, kiedy stara Polska jeszcze nie umarła, a nowa rodziła się w bólach, chaosie i wszechobecnym dymie z rur wydechowych pierwszych zachodnich samochodów ściąganych zza Odry.

Śmierć w lesie, czyli tajemnica do odkrycia

Leśniczy pod Obornikami, zamiast na dorodnego borowika, trafia na zwłoki z dziurą po kuli. Pech chciał, że dzień wcześniej lokalne szychy urządziły tam sobie polowanie. Jednak rachunek myśliwych się zgadza – nikt z „swoich” nie zginął. Denat nie ma dokumentów, tożsamości ani powodu, by szwendać się po lesie w zasięgu strzału. To klasyczny „Nikt”, który staje się kamieniem milowym dla prokuratorskiej machiny.

W tym samym czasie policyjne radary wyłapują potężny przerzut. Zza zachodniej granicy suną cysterny pełne spirytusu, który w zapomnianej gorzelni pod Wolsztynem ma zostać „uszlachetniony” wodą i puszczony w obieg jako lewa wódka. Komisarz Mariusz Blaszkowski wie, że do takiej misji potrzebuje specjalisty od spraw beznadziejnych i… degustacyjnych. Na front wysyła więc podkomisarza Teofila Olkiewicza. Teofil, postać legenda, podchodzi do zadania z entuzjazmem godnym neofity, zwłaszcza że badanie czystości spirytualiów uważa za swój obywatelski (i prywatny) obowiązek.

Jakby tego było mało, w stolicy Wielkopolski zapada się pod ziemię pewien dziennikarz. Gość miał czelność nadepnąć na odcisk prezesowi Wielkopolskiego Banku Ziemskiego, a plotki głoszą, że w szufladzie trzymał materiały mogące wysłać bankiera na długie wakacje w pasiakach. Komisarz Marjański, optymista z urzędu, zakłada początkowo, że reporter po prostu „popłynął” i odnajdzie się, gdy tylko minie mu największy kac w życiu. Szybko jednak okaże się, że w tej grze nikt nie jest trzeźwy, a grobowa cisza nad Wartą zwiastuje potężną burzę.

Duchy transformacji i zapach taniego tytoniu

Ćwirlej z właściwą sobie maestrią odmalowuje pejzaż wielkopolskiej prowincji, gdzie pod Obornikami, w leśnej głuszy, zostają znalezione zwłoki, które wywracają do góry nogami pozorny spokój lokalnej społeczności. Autor nie bawi się w sterylne zagadki rodem z brytyjskich salonów; tutaj czuć błoto pod nogami, pot stróżów prawa i wszechobecną niepewność jutra, która towarzyszyła każdemu, kto próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I w tym kontekście warto poczynić stosowną uwagę… „Grobowa cisza” to nie tylko zapis śledztwa, ale przede wszystkim genialna kronika społeczna momentu, w którym milicja stawała się policją, a dawne układy próbowały przefarbować się na barwy wolnego rynku. Duszna, przejściowa atmosfera stanowi o sile książki, sprawiając, że czytelnik czuje się nie jak obserwator, lecz jak naoczny świadek wydarzeń na komendzie, gdzie stare nawyki wciąż walczą z nowymi procedurami.

Brygida Bocian i męski świat w mundurowym wydaniu

Centralną postacią tej odsłony jest prokurator Brygida Bocian, która wyrasta na jedną z najciekawszych i najbardziej wyrazistych bohaterek w dorobku Ćwirleja. Obserwowanie, jak ta inteligentna i zdeterminowana kobieta toruje sobie drogę w skrajnie męskim, szowinistycznym i często przesiąkniętym alkoholem świecie śledczych, daje ogromną satysfakcję każdemu, kto szuka w kryminale psychologicznej prawdy.

Prawda zapisana w relacjach – człowieczeństwo i fenomen zbrodni

To, co w prozie Ćwirleja uderza najmocniej, to fakt, że pod grubą warstwą milicyjnego żargonu, oparów tytoniu i policyjnego cynizmu bije nadzwyczaj autentyczne serce. Autor z niezwykłym wyczuciem kreśli relacje między bohaterami, unikając przy tym taniego sentymentalizmu. Choćby relacje Brygidy Bocian z postaciami, które czytelnicy zdążyli już pokochać w poprzednich tomach – jak choćby niepodrabialny Teofil Olkiewicz – są napisane z niesamowitym wyczuciem i humorem, miejscami czarnym, smolistym. Ćwirlej balansuje na granicy groteski i twardego realizmu, tworząc galerię postaci tak krwistych, że niemal słyszymy ich charczący oddech i szelest ortalionowych dresów, które wówczas stawały się szczytem elegancji.

Trzy sprawy, pozornie odległe i niepowiązane, wkrótce splotą się w jeden węzeł, który będą musieli rozplątać wielkopolscy śledczy pod nadzorem prokuratorki Brygidy Bocian.

spot_img
0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0ObserwującyObserwuj
- Advertisement -spot_img