„Dwaj prokuratorzy” – paragraf nad przepaścią – Siergiej Łoźnica dekonstruuje proces stalinowski w swoim najnowszym filmie

UDOSTĘPNIJ

Siergiej Łoźnica przyzwyczaił nas do roli chłodnego obserwatora historycznych procesów, który z chirurgiczną precyzją preparuje tkankę przeszłości. W filmie „Dwaj prokuratorzy”, będącym ekranizacją prozy Gieorgija Demidowa, reżyser wchodzi jednak w nowy etap – porzuca dokumentalny dystans na rzecz gęstego, klaustrofobicznego dramatu, który stawia fundamentalne pytania o granice kompromisu z systemem.

Literacki fundament – głos z otchłani Gułagu

Zanim przejdziemy do kadrów, należy pochylić się nad literą. Gieorgij Demidow to postać tragiczna – genialny fizyk i więzień Kołymy, którego teksty przez dekady spoczywały w archiwach KGB. Łoźnica, sięgając po jego prozę, nie szuka jednak taniej sensacji. Wybiera opowieść o starciu dwóch postaw wewnątrz tej samej machiny ucisku. Nie jest to bynajmniej film o katach i ofiarach w układzie binarnym – można tutaj mówić raczej to studium ludzi, którzy wierzyli, że paragraf może być tarczą w świecie rządzonym przez instynkt przetrwania.

Spektakl procedur – prawo jako narzędzie zbrodni

„Dwaj prokuratorzy” to podróż w czasie, do lat 30. i epoki stalinowskich czystek, a zarazem film tak bardzo współczesny, że seans przyprawia o gęsią skórkę. W centrum fabuły stoi młody, pełen zapału prokurator, który z niemal religijną czcią podchodzi do kodeksu karnego. Młody adept prawa rozpoczyna pracę w biurze prokuratora. Pierwsze zadanie, jakie otrzymuje, to zbadanie skargi, która niespodziewanie dociera z więzienia…

Łoźnica konstruuje film wokół serii dialogów, które przypominają partię szachów rozgrywaną na polu minowym. Każde słowo, każda poprawka w protokole jest tutaj na wagę życia lub śmierci. Reżyser rezygnuje z wizualnej naddatkowości. Sceny przesłuchań odbywają się w sterylnych, niemal ascetycznych wnętrzach, co tylko potęguje wrażenie beznadziei. Kino oparte na sugestywnych dialogach, w których zapisana jest jednak nieprawdopodobna wartość.

Sumienie w trybach machiny

Wydaje się, że bodaj największą siłą „Dwóch prokuratorów” jest pokazanie ewolucji bohatera – od naiwnego sługi systemu po człowieka, który z przerażeniem odkrywa, że jest tylko kolejnym trybem, który można wymienić. Łoźnica nie daje nam łatwego katharsis. Nie ma tu heroicznych gestów w hollywoodzkim stylu. Jest tylko powolna, metodyczna degradacja godności, ukryta pod maską urzędniczej rzetelności.

Film Łoźnicy to gorzka pigułka, ale także cenna lekcja humanizmu. Opowieść o tym, jak łatwo jest uwierzyć w „wyższą konieczność” i jak trudno jest potem zmyć krew z biurowych mankietów. W dobie powracających dyskusji o odpowiedzialności jednostki wobec aparatu władzy, „Dwaj prokuratorzy” jawią się jako dzieło niepokojąco aktualne, choć osadzone w głębokim mroku ubiegłego stulecia…

Ekranizację wprowadzi do kin Aurora Films już od 23 stycznia.

spot_img
0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0ObserwującyObserwuj
- Advertisement -spot_img