Wojna w interpretacji Łukasza Palkowskiego, jednego z najodważniejszych reżyserów w polskim kinie, traci swój pomnikowy charakter i przemienia się w sugestywną arenę, na której ważą się losy jednostek rzuconych w tryby bezlitosnej maszyny dziejowej. „Pojedynek” stanowi w tym kontekście kameralny, ale zrealizowany z fantazją thriller wojenny, w którym linia frontu przebiega nie między armiami, lecz wewnątrz sumień i między spojrzeniami dwóch mężczyzn. Autor „Bogów” oraz „Najlepszego” po raz kolejny wydobywa z autentycznych wydarzeń czyste, gatunkowe napięcie, dbając o etyczny ciężar walki o honor w czasach ostatecznej pogardy.

„Pojedynek” – film jest dostępny w kinach od 20 lutego.
Co istotne, Palkowski – doskonały rzemieślnik i wrażliwy artysta, który rozumie prawidła kina gatunkowego, nie ucieka w stronę martyrologicznego patosu, serwując za to fenomenalne kino gatunkowe, miejscami naprawdę nowatorskie, niepozbawione momentów ekranowej lekkości czy wisielczego humoru, który pozwala widzowi na chwilę oddechu przed kolejnym uderzeniem adrenaliny.

Choreografia chaosu i żywioł wojny
Już otwierające sceny filmu fundują widzowi bezkompromisowy pokaz reżyserskiej sprawności. Imponująca, zrealizowana w ramach jednego, niezwykle dynamicznego ujęcia sekwencja sowieckiej ofensywy wrzuca nas w sam środek militarnego piekła, bez cięć, bez taryfy ulgowej, z rzadko spotykaną w rodzimej kinematografii maestrią techniczną. Artystyczna ekwilibrystyka stanowi zaledwie preludium do właściwej inscenizacji „Pojedynku”, która stroni od taniej widowiskowości na rzecz sugestywnego mroku. Palkowski, operując na kanwie faktów, unika pułapki historycznego rekonstrukcjonizmu, pozwalając, by psychologiczna prawda o człowieku postawionym pod ścianą wybrzmiała z pełną mocą. Każdy kadr wydaje się być nasycony niezwykłą aura, w której światłocień rzeźbi w twarzach aktorów desperacki opór.

Gierszał i Gillen – walka charakterów
Nie da się ukryć, że właściwy fundament filmu stanowi aktorskie starcie, które wyrasta z genialnej intuicji castingowej, łączącej dwa skrajnie odmienne światy. Jakub Gierszał, wnoszący na ekran eteryczną, a zarazem stalową obecność, przeobraża się w postać pianisty, Karola Grabowskiego. Młody oficer znajduje godnego siebie antagonistę w Aidanie Gillenie. Gillen, kojarzony z rolami intelektualnych manipulatorów w „Grze o tron” czy „Peaky Blinders”, doskonale odnalazł się w kreacji naczelnika obozu, Wasilij Zarubin. Ich wspólne sceny przypominają fizyczną konfrontację dwóch szkół aktorskich – młodzieńczej nieustępliwości zderzonej z wyrachowanym doświadczenia. Oglądamy pojedynek na mikrogesty, w którym każde drgnienie mięśnia twarzy niesie większy ładunek emocjonalny niż salwa z ciężkich dział.

Autorski styl, czyli napięcie w kinie gatunkowym
Palkowski w swoim filmie wykazuje się naprawdę genialnym pomysłem na odtworzenie konkretnych scen, ale też samą formą na opowieść. Bo choć temat aż prosi się o epatowanie brutalnością NKWD, twórca świadomie chowa narzędzia tortur za kulisy. Przemoc w „Pojedynku” nie służy taniemu szokowaniu – pojawia się rzadko, ale ma siłę rażenia punktowego ciosu. I trzeba oddać, że jest to artystyczny triumf napięcia nad krwawą dosłownością. Najstraszniejsze rzeczy nie dzieją się na stole operacyjnym, lecz w elegancko skrojonych zdaniach i niedopowiedzeniach między bohaterami. To groza, która zostaje pod skórą długo po seansie.



