Twórcy polskiego kina historycznego przyzwyczaili nas do szerokich planów i bogoojczyźnianej retoryki, która często dusi samą opowieść. Tymczasem Łukasz Palkowski – reżyser, który jak mało kto czuje gatunkowe konwencje – w „Pojedynku” zaproponował nową formułę. To wyjątkowo odważne i dojrzałe rozliczenie z historią, a przy okazji arcyciekawy film gatunkowy, który zamiast na pomnikowych bohaterach, skupia się na pulsującym nerwie konkretnych postaci. Kino angażujące, nieoczywiste, bardzo emocjonujące.

Prolog tragedii – melodia stali i błota
Wrzosowiska września 1939 roku jeszcze nie nasiąknęły krwią obrońców, gdy na plecy walczącej Rzeczypospolitej spadł zdradziecki cios ze wschodu. W tym chaosie, w gęstym mroku obozu w Kozielsku, Palkowski zawiązuje akcję swojego dramatu. „Pojedynek” nie jest jednak suchą kroniką upadku państwa, lecz intymnym zapisem oblężenia jednostki. Zamiast widowiskowości, reżyser szuka mechanizmu łamania moralnych kręgosłupów, co czyni ten film bardziej dotkliwym niż niejedna batalistyczna superprodukcja.

Zarubin kontra Gierszał – rozgrywka o duszę
W samym sercu tego totalitarnego czyśćca staje postać fascynująca i odpychająca zarazem: naczelnik obozu Wasilij Zarubin. Aidan Gillen, z właściwą sobie jadowitą elegancją, kreuje tu postać intelektualnego drapieżcy. W jego spojrzeniu nie ma nienawiści, jest chłodna ciekawość chirurga, który z diabelskim obłędem stara się zniszczyć przeciwników na swojej drodze. Wybitna kreacja.

Celem Zarubina staje się młody porucznik (w tej roli magnetyczny Jakub Gierszał), w którym Zarubin widzi nie tylko jeńca, ale i wyzwanie. Dla radzieckiego oficera złamanie tego konkretnego człowieka – ucieleśnienia polskiego etosu i wrażliwości – staje się niemal punktem honoru. To aktorski duet, który niesie ten film na swoich barkach, zamieniając przesłuchania w gęsty, mrocznym, absolutnie wyjątkowy… pojedynek. Doskonale odmierzona dramaturgia.

Wolność w cieniu katowni – nowe spojrzenie na historię
Co ciekawe, bardzo istotne i godne podkreślenia, film Palkowskiego wyłamuje się z ponurego kanonu martyrologicznego. Uderza w nim nie tyle ciężar tematu, co paradoksalna, niemal prowokacyjna swada narracyjna. Tragizm wojennej matni sąsiaduje tu z ironią, a momentami wręcz z czarnym humorem. Szczególny blask bije ze scen z udziałem Bogusława Lindy. Jego obecność na ekranie wnosi rodzaj szorstkiego wdzięku i zbawiennego dystansu. Linda przypomina nam, że nawet w sytuacjach granicznych człowiek szuka okruchów normalności, choćby była ona podszyta rozpaczą.

Autorski styl, czyli napięcie w kinie gatunkowym
Palkowski w swoim filmie wykazuje się naprawdę genialnym pomysłem na odtworzenie konkretnych scen, ale też samą formą na opowieść. Bo choć temat aż prosi się o epatowanie brutalnością NKWD, twórca świadomie chowa narzędzia tortur za kulisy. Przemoc w „Pojedynku” nie służy taniemu szokowaniu – pojawia się rzadko, ale ma siłę rażenia punktowego ciosu. I trzeba oddać, że jest to artystyczny triumf napięcia nad krwawą dosłownością. Najstraszniejsze rzeczy nie dzieją się na stole operacyjnym, lecz w elegancko skrojonych zdaniach i niedopowiedzeniach między bohaterami. To groza, która zostaje pod skórą długo po seansie.

Seans, na który trzeba iść do kina
W dobie streamingu „Pojedynek” przypomina o potędze kinowego ekranu. To film stworzony do oglądania w skupieniu, jakie oferuje jedynie sala kinowa. Tylko tam, w absolutnej ciemności, można w pełni docenić niuanse gry Jakuba Gierszała i lodowatą precyzję Aidana Gillena. Trzeba jasno zaznaczyć, że Palkowski nie nakręcił kolejnej lekcji historii, lecz pełnoprawny, drapieżny thriller, który mieni się fascynującym, choć upiornym pięknem. To kino, które zmusza do myślenia, nie przestając przy tym ani na chwilę trzymać widza za gardło.



