Wydaje się, że znaczna większość autorów dark fantasy szuka inspiracji w dawnych mitach lub zapomnianych legendach. Jarosław Kukiełka, twórca nagradzanej serii „Kroczący wśród cieni” podstawę sugestywnych opowieści znalazł… w holenderskim sadzie. Nagradzany autor, zakochany w prozie Sapkowskiego, Wegnera i Grzędowicza, nie pisze jednak o mroku tylko dla samej estetyki zła. Konwencję dark fantasy wykorzystuje jako poligon doświadczalny dla emocji, na które w literaturze pięknej często brakuje miejsca. „Kroczący wśród cieni” to opowieść o manipulacji, dźwiganiu cudzych win, jak i własnych grzechów, a także o desperackim poszukiwaniu tożsamości w świecie, który „coś” kiedyś nieodwracalnie zepsuło.

Zainteresowani? Zapraszamy do specjalnego wywiadu z autorem, jak również poznania bestsellerowego cyklu spod znaku fantasy i zbrodni, który ukazuje się nakładem Wydawnictwa SQN.
Marcin Waincetel: Jarku, zacznijmy od Twojego „mrocznego paktu” z literaturą. W świecie znanym z Twoich książek każde działanie ma swoją cenę, a wejście w cień zawsze zostawia ślad… Ciekawi mnie, jaki wyglądał ten pierwszy krok, który sprawił, że zacząłeś tworzyć opowieści? Co Cię tak nieodwołalnie naznaczyło jako autora dark fantasy?
Jarosław Kukiełka: Pamiętam sytuację, gdy podczas studiów zostałem u znajomych w akademiku. W pokoju mieszkało dwóch kolegów, ale jak to w akademikach bywa – trwała impreza, więc przewijało się sporo osób. Jeden z mieszkańców nie imprezował za bardzo, tylko pisał z kimś na gadu-gadu. Po jakimś czasie wyszedł „na chwilę”, a ja skorzystałem z jego krzesła. Odrobinę mimochodem (i pewnie niegrzecznie) spojrzałem na ekran komputera, którego kolega nie zablokował. Pisał do jakiejś dziewczyny i wydźwięk wiadomości był mniej więcej taki: „Ja nie pasuję do tego towarzystwa, serio, jestem inny niż oni”. Trochę mną to wstrząsnęło, bo w moich oczach wcale się od nas nie różnił. A co więcej – w tym okresie sam często miewałem takie myśli. To zdarzenie bardzo na mnie wpłynęło. Właśnie wtedy wyleczyłem się z przekonania, że bycie „innym” jest czymś niezwykłym. Także odpowiedzią na pytanie na pewno nie będzie to, że czułem się wyjątkowy.
Interesujące, bo właśnie o wyjątkowości – tudzież przeznaczeniu bohatera, piszesz przecież na kartach swoich powieści. W dalszym ciągu zastanawiam się jednak nad źródłem opowieści…
Odrobinę bliżej odpowiedzi mogłaby być gruszka. Gruszka, a raczej ich tysiące, które zrywałem w Holandii na „wakacjach”, żeby przetrwać kolejny rok na studiach. To zajęcie było tak fascynujące, że mordowałem czas wymyślaniem fabuł – ni to do gier, ni to do książki – a wieczorami je spisywałem. Wydaje się, że najbliżej prawdy jest jednak to, że od zawsze żyłem opowieściami – książkami, grami, światami, w które wchodziłem bardzo głęboko, analizowałem je i pozwalałem się im pochłonąć. W końcu zacząłem czuć, że sam mam coś do opowiedzenia.
Kontekst został zatem nakreślony. Wyznałeś potrzebę kreowania światów, snucia opowieści. Natomiast dlaczego akurat dark fantasy?
Mam za sobą w życiu kilka wyjątkowo paskudnych chwil. Musiałem podejmować wybory w – jakkolwiek pompatycznie to brzmi – śmiertelnie ważnych sprawach, na których się nie znałem i których niuansów nie rozumiałem. Czułem się wtedy, jakbym był w obcym, mrocznym, nieznanym mi świecie, rządzonym nieznanymi zasadami.

Wbrew pozorom to właśnie dark fantasy wydaje mi się bliższe prawdziwemu życiu niż nawet low fantasy (choć to częściej odnosi się do miejsca). Bo dla mnie tym „dark” nie jest potwór czy nekromancki czar rozdzierający duszę równie mrocznego przeciwnika. „Dark” to możliwości, jakie przynosi życie – często niezrozumiałe i brutalne – oraz konsekwencje tych wyborów. To mrok, który tkwi w każdym z nas, a także który – w pewnych sytuacjach – potrafi się wydostać. To próba życia dalej, gdy ma się na sumieniu coś potwornego.
Fantastyka daje pewną barierę bezpieczeństwa. Można uwypuklić emocje i konsekwencje, nie wskazując palcem konkretnego adresu. Dziwnym zbiegiem okoliczności odcięcie komuś głowy w fantastyce jest przyjmowane znacznie swobodniej niż w obyczaju czy kryminale. Dziesięć głów? Cóż, także nie ma problemu. Czar maga ognia wypalił ciała tysięcy rycerzy w zbrojach (niewątpliwie ojców i mężów)? Ale mocarz!
Spróbuj tak w literaturze pięknej.
Eksperymentowanie bywa trudne, ale kuszące. Gdybyśmy mieli wytyczyć granice Twojego cyklu, to gdzie postawiłbyś kamienie milowe? Opowiedz, czy „Kroczący wśród cieni” to w Twoich oczach bardziej rasowe fantasy crime – czyli śledztwo w świecie, który dawno stracił moralny kompas – czy raczej mroczna kronika upadku, w której zbrodnia jest po prostu jedynym zrozumiałym językiem?
„Kroczący wśród cieni” to jest fantasy crime, ale tylko z wierzchu. Nawet sam bohater uparcie nie chce przyjąć miana detektywa. To sygnał, że chodzi o coś więcej. Śledztwa są dla niego przykrywką oraz – ponieważ robi to dobrze – sposobem na zarabianie pieniędzy, które pozwalają mu realizować właściwy cel. W klasycznym fantasy crime nie przyjąłby niektórych zleceń, biorąc pod uwagę ryzyko, jakie się z nimi wiązało. Tymczasem Kavel kieruje się czymś innym. W jednej ze scen myśli:
A już chciał odwarknąć, że być może nie ma ochoty słuchać tego, co planują mu wyjawić. Może. A może ma. Tajemnica. Podniecenie. Bogowie, jak to go nęciło.
To pokazuje, że nie pieniądze, ale skala tajemnic pcha go w stronę kolejnych spraw – często wbrew rozsądkowi.
Także Iwinteria to świat, w którym już dawno coś się zepsuło i on już dawno upadł. W związku z czym codzienność – choć nosi pozory normalności – jest nadkruszona politycznie i moralnie. Dlatego powiedziałbym, że „Kroczący wśród cieni” stoi gdzieś pomiędzy. Zbrodnia jest tu punktem wyjścia, ale nie celem. To raczej kronika świata, który utracił równowagę, oraz ludzi próbujących w nim funkcjonować, czasem płacąc za to bardzo wysoką cenę.
Powiedz, proszę, jak Twoim zdaniem dark fantasy redefiniuje klasyczną opowieść o zbrodni? W kryminałach szukamy porządku, który został zburzony, ale w Twoim świecie mrok wydaje się być stanem naturalnym. Chciałbym zrozumieć, czy dla Ciebie ten gatunek to tylko dekoracja intrygi, czy może siła, która sprawia, że każda próba wymierzenia sprawiedliwości jest z góry skazana na porażkę.
Nie da się ukryć, że dark fantasy zmienia bardzo wiele, od samego tła, w którym zbrodnia bywa codziennością, przez sposób jej postrzegania, aż po metody dochodzenia do prawdy. W takim świecie szukanie sprawiedliwości często nie ma sensu i zwykle nie oznacza przywracania ładu, bo ten mógł już dawno przestać istnieć.
Zmienia się nawet sposób prowadzenia śledztwa. W kryminale dowodem bywa odcisk palca czy zapis monitoringu. W dark fantasy można rozmawiać z duszami zmarłych – ale to wcale nie oznacza, że prawda staje się prostsza. Jeśli w takim świecie opresyjny inkwizytor prowadzi śledztwo i skazuje innowiercę albo czarownicę na stos, to zatryumfowała sprawiedliwość, czy niesprawiedliwość? Historia pokazuje, że granice bywają płynne. W dark fantasy ta niejednoznaczność jest jeszcze wyraźniejsza.
Dlatego nie traktuję gatunku jako dekoracji dla intrygi. Jest to raczej siła, która zmienia definicję sprawiedliwości. W świecie, w którym mrok jest stanem naturalnym, sprawiedliwość nieczęsto przywraca porządek. Czasem jedynie ogranicza skalę chaosu. I to już bywa zwycięstwem.
Przewodnikiem po tym świecie jest wyjątkowy bohater. Kavel to postać zawieszona między światami – wydaje mi się, że dosyć uparcie nazywa siebie tropicielem, a nie detektywem. Wyjaśnij, skąd w nim ten opór przed „cywilizowaną” etykietą?
Dla Kavla to ważne – być może nawet desperackie – poczucie sprawczości wobec samego siebie. To człowiek głęboko zagubiony, z potworną zbrodnią na sumieniu i… z potworem wewnątrz. Tożsamość „tropiciela”, której tak usilnie się trzyma, jest niczym latarnia morska dla statku podczas sztormu. Sztormu, jaki szaleje w nim od czasu przejścia na „druga stronę” i powrotu, kiedy to zrobił coś, czego nie potrafi sobie wybaczyć. Mimo tego wszystkiego próbuje żyć. Jeśli ta latarnia zgasłaby… poszedłby na dno.
Jednocześnie Kavel zdaje sobie sprawę, że jego wiedza i zdolności wykraczają poza zestaw cech „zwykłego” detektywa. Jako człowiek nieidealny i odrobinę próżny – lubi podkreślać tę różnicę. W tomie pierwszym tłumaczy to kanclerzowi. I okaże się, że nie chodzi tylko o słowo.

Relacja Kavela z Berrą, seniorką i weteranką, absolutnie charyzmatyczną postacią, to jeden z niewielu jaśniejszych punktów w tej historii. Opowiedz, proszę, o dynamice między nimi.
Berra jest dla Kavla drugą latarnią. Jeśli pierwszą jest jego upór w nazywaniu siebie tropicielem i trzymaniu się tej tożsamości, to ona jest światłem z zewnątrz – kimś, kto przypomina mu, że jeszcze nie stał się cieniem, tylko wciąż żyje.
Ich relacja opiera się na pozornej złośliwości, przekomarzaniu się i drobnych kłótniach, ale pod tym wszystkim kryje się głęboka lojalność. To jedna z niewielu więzi, które naprawdę go trzymają. Bez niej jego wewnętrzny sztorm mógłby go po prostu pochłonąć. W dalszych tomach okaże się, że ta relacja nie jest tak prosta i oczywista, jak mogłoby się wydawać. Wraz z prawdą zostanie wystawiona na niełatwą próbę.
Często pytano mnie, kto był pierwowzorem Berry. Nigdy o tym nie mówiłem.
Miałem wujka, znakomitego pszczelarza. Ale kiedy o nim myślę, zawsze widzę go razem z moją ciotką. Byli duetem. Ciotka w młodości doznała udaru i przez resztę życia miała sparaliżowaną połowę ciała. Nie mieli wsparcia z zewnątrz, a mimo to przez lata prowadzili wspólne, zwyczajne życie.
Wujek potrafił znajdować proste powody do radości i z humorem szydzić z przeciwności losu. Ciotka – mimo ograniczeń – chodziła do sklepu, gotowała, sprzątała i robiła to z pogodą ducha. Wspierali się nawzajem, mimo częstego przekomarzania. Ich siła nie polegała na heroizmie jednej osoby, ale na tym, że byli razem.
Berra jest mieszanką pogody ducha i sarkazmu wujka oraz zawziętości i cichej wytrwałości ciotki, a także ich wzajemnych uszczypliwości.
Zatem prawda zapisana w literaturze gatunkowej… wzruszające wspomnienie, które przekłada się dodatkowo na wartość twoich historii. W książce odsłaniasz jednak świat mroku. W Twoim uniwersum nekromancja to nie tylko mroczne tabu, ale konkretne narzędzie. Jak taka swoista odmiana magii zmienia zasady gry w świecie zbrodni?
To, że Kavel potrafi wyciągać informacje od zmarłych, to dopiero początek problemów. Gdyby na tym się kończyło, rozwiązywanie zbrodni byłoby zbyt proste. Ciekawsze jest to, że może przejmować umiejętności zmarłych – otwieranie zamków, szermierkę, siłę. A to zmienia układ sił znacznie bardziej niż samo przesłuchanie ofiary.
Sama rozmowa ze zmarłym wcale nie jest łatwa. Najpierw trzeba zdobyć minerał, który na to pozwala. Potem wiedzieć, jak wejść do świata cieni. Zrobić to bezpiecznie. Znaleźć duszę, która wcale nie musi czekać w miejscu zbrodni. Posiąść ją, a nie dać się posiąść jej. I jeszcze bezpiecznie wrócić. Po drodze wystarczy unikać morderczych cieni i rozkładających się, zawistnych dusz. To nie jest narzędzie, które odbiera historii napięcie – ono je generuje.
Prawdziwa zagadka zaczyna się jednak gdzie indziej. Dlaczego to w ogóle jest możliwe? Co stało się ze światem po Odrzuceniu? Dlaczego spoiwo pozwala widzieć dusze, a oklan je przeraża? I dlaczego Kavel potrafi robić to, co robi?
W „Kroczącym wśród cieni” intryga kryminalna nie jest oddzielona od magii. Ona wynika z tego, jak świat działa – i z tego, że coś w nim dawno temu pękło.
Porozmawiajmy teraz o wolności w świecie zdominowanym przez przeznaczenie i polityczne spiski. Na ile Kavel jest w Twoich oczach wolnym człowiekiem, a na ile tylko narzędziem w rękach sił, których nie rozumie? I jak Ty, jako autor, odnajdujesz własną wolność artystyczną w konwencji dark fantasy?
Kavel jest wolny, a zarazem nie jest. Z jednej strony podejmuje decyzje i uparcie próbuje kształtować własną drogę. Z drugiej – od młodości bywał stawką w cudzych rozgrywkach. Traumatyczne doświadczenia odcisnęły na nim piętno, a przez lata funkcjonował w przekonaniu, że to on jest źródłem zła.
„Kroczący wśród cieni” wyrasta z pytania o to, ile winy naprawdę do nas należy. To opowieść o manipulacji, o ciężarze cudzych decyzji noszonym jak własny grzech, o człowieku, który przez lata wierzy, że jest potworem – choć ktoś inny ustawił planszę i porozkładał pionki. Potrzeba uwolnienia się od tej narzuconej winy staje się jednym z najmocniejszych motorów jego działań.

Przez długi czas ktoś prowadzi go za rękę do określonego celu – i robi to bez skrupułów. Gdy zaczyna rozumieć, co naprawdę się wydarzyło, jego wolność nie przynosi ukojenia. Przynosi gniew.
Z nagłym obrzydzeniem spojrzał na pękniętą butelkę. Jeszcze to! Jeszcze to mu zrobił ten potwór! Przez niego zaczął pić na umór i przez kilka pierwszych miesięcy po morderstwie próbował zapić się na śmierć. Dlaczego, na wszystkie burdele Iwinterii, mu nie wyszło?
Wolność w jego przypadku nie jest darem. Jest ciężarem – i początkiem decyzji, za które tym razem naprawdę będzie musiał wziąć odpowiedzialność.
Jeśli chodzi o moją wolność jako autora, to paradoksalnie właśnie dark fantasy dostarcza mi jej najwięcej. Ten gatunek pozwala mówić o manipulacji, winie, systemach władzy czy zemście w sposób wyostrzony, a przez to bezpieczny. Mogę pokazać mechanizmy, które w realnym świecie działają ciszej, subtelniej, ale równie skutecznie. Być może to także mój sposób „upuszczania mroku”, który – jak sądzę – każdy z nas w sobie nosi.
Jarku, jak po sesji pisania w świecie dark fantasy wracasz do rzeczywistości? Czy cienie, które wywołujesz na kartach powieści, zostają z Tobą przy biurku, czy ich szept towarzyszy Ci jeszcze długo po zamknięciu laptopa? I sakramentalne pytanie łączy się oczywiście z Twoją literacką przyszłością i planami na kolejne tytuły.
Przypomina mi się mem z jednej z moich prac. Dwóch pracowników korporacji rozmawia:
– Słyszałem, że zatrudniłeś się jeszcze na pół etatu w rzeźni?
– Dokładnie. Po ośmiu godzinach tutaj tamto miejsce pozwala mi się zrelaksować.
W pewnym sensie tak właśnie działa u mnie pisanie.
Mam wymagającą pracę, która pochłania ogrom czasu – dużą część roku spędzam za kierownicą, przemierzając tysiące kilometrów. Kieruję zespołem świetnych inżynierów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ludzi pracujących przy maszynach, prowadzę szkolenia i negocjacje. To świat bardzo realny, bardzo konkretny, lecz trudny oraz burzliwy.
Pisanie jest dla mnie oddechem. Przestrzenią, w której mogę wejść w inny porządek – nawet jeśli jest on mroczny. Paradoksalnie to właśnie ten mrok pozwala mi poukładać rzeczy w głowie.
Czy cienie zostają ze mną? Zostają – ale nie w formie szeptów. Raczej jako pytania. O winę. O sprawczość. O granice odpowiedzialności. A ja próbuję znaleźć na nie odpowiedzi. Wiele pomysłów do „Kroczącego” powstało właśnie podczas wielogodzinnych podróży samochodem. To wtedy w ciszy układają się sceny, dialogi, rozwiązania.
Jeśli chodzi o przyszłość – mam wiele planów. Moja inżynierska natura lubi jednak porządek, więc najpierw chcę domknąć cykl „Kroczącego wśród cieni”. A to, co wydarzy się później? Odpowiedź została zasiana właśnie w „Kroczącym”.

Jarosław Kukiełka – w 2013 roku przeprowadził się z okolic Wrocławia w pobliże Kartuz. Magister inżynier, absolwent Politechniki Wrocławskiej, przez ponad dekadę automatyzował i robotyzował linie produkcyjne, a ostatnie lata poświęcił na prowadzenie szkoleń i krzewienie wiedzy związanej z bezpieczeństwem maszyn. Współtwórca 505kmPODCAST, pasjonat sztuk walki, miłośnik Włoch, fan RPG i wiedzy o kosmosie. Zakochany w prozie Sapkowskiego, Wegnera i Grzędowicza. Uwielbia fantastykę – nie tylko czytać, lecz także opowiadać.



