Toksyczne piękno – wywiad z Agnieszką Peszek, autorką bestsellerowych thrillerów psychologicznych z serii „Ona”

UDOSTĘPNIJ

Agnieszka Peszek to autorka, która udowadnia, że marzenia to plany do realizacji. Twórczyni bestsellerowych powieści kryminalnych i thrillerów magnetyzuje uwagę czytelników. W świecie, w którym wirtualne życie mierzy się liczbą polubień, a szczęście jest skrupulatnie wyreżyserowanym produktem, Agnieszka Peszek dyktuje własny przepis na sukces. „Numer 1”, a więc najnowsza część serii „Ona” to brawurowo rozpisana historia, która wymyka się prostym etykietom. Sekret, który niszczy od środka. Zbrodnia, która domaga się ofiary. Ten thriller psychologiczny odkrywa najmroczniejsze zakamarki ludzkiego umysłu i stawia pytanie: czy to potwory rodzą się w nas, czy to my sami je tworzymy?

Zainteresowani? Zapraszamy do lektury specjalnego wywiadu z Agnieszką Peszek.

Marcin Waincetel: Wybór self-publishingu na tak nasyconym rynku, zwłaszcza w kontekście literatury kryminalnej, to naprawdę odważny ruch. Zastanawiam się, na ile ta niezależność jest dla Pani świadomym sposobem na ocalenie autorskiej wizji świata – takiej, której nie trzeba przepuszczać przez sito wydawniczych kompromisów i bezduszne tabelki sprzedaży. Jak zaczęła się Pani kariera?

Agnieszka Peszek: Tak naprawdę mój wybór drogi jako self-publisherki był trochę przypadkowy. Tworząc swoją pierwszą książkę, nie myślałam, że po latach pisanie stanie się całym moim życiem. Sześć lat temu chciałam zrobić coś innego niż zazwyczaj, sprawdzić się – podjąć próbę, dlatego nie wysłałam nigdzie swojej pierwszej powieści. A później wszystko potoczyło się już samo. Od czego się zaczęło? Od wyzwania, które rzucił mi mój mąż podczas wycieczki rowerowej. Przez dłuższy czas nie mogłam znaleźć książki, która naprawdę by mnie wciągnęła, więc zasugerował, żebym napisała własną. I tak zaczęła się moja pisarska przygoda.

W „Numerze 1” kreśli Pani portret świata, w którym istnienie sprowadza się do równania: „być” oznacza „mieć zasięgi”. Wydaje się, że diagnoza jest bolesna, ale jednak słuszna.

Od jakiegoś czasu z pewnym strachem obserwuję to, co się dzieje. Ten idealny świat przedstawiany przez influencerów – życie rzekomo wolne od zmartwień, chorób i problemów. A przecież to często pięknie wyreżyserowana iluzja, na którą – niestety – wiele osób się nabiera i zaczyna całym sobą pragnąć czegoś podobnego. Niestety, taki tok myślenia prowadzi tylko do problemów…

I takie problemy mogą rodzić zbrodnie. W Pani książce, zamiast klasycznego, linearnego śledztwa, dostajemy mozaikę głosów: policyjny chłód, mrok sprawcy i intymne zapisy „Jej”. Absolutnie genialny zabieg.

Przyznam, że uwielbiam utrudniać sobie życie i pokazywać w moich książkach różne perspektywy. Co ciekawe, pisząc, zazwyczaj działam bez planu, więc na etapie redakcji wychodzi sporo problemów, które trzeba potem wyprostować.

Finalna treść jest skomponowana znakomicie. Autentycznie wciągaj warstwa emocjonalna, ale ważne są też miejsca… Czy wierzy Pani w swoisty genius loci zła? W to, że sterylność wnętrz lub specyficzna energia konkretnych miejsc potrafią sprowokować mrok drzemiący w człowieku?

Nie do końca wierzę, że miejsca są katalizatorem mroku, ale za to stanowią doskonałe tło dla zbrodni lub życia tych złych. Staram się też, aby takie szczegóły jak to, gdzie bohaterowie mieszkają, były spójne z ich charakterem.

Postać „Jej” budzi zainteresowanie, czasami opór, zmuszając do rewizji własnej moralności. Na ile tworzenie bohaterki tak trudnej do zdefiniowania było potrzebą pokazania, że w świecie opartym na pozorach granica między byciem ofiarą a mścicielem jest cieńsza, niż chcielibyśmy przyznać?

Moim celem było doprowadzenie czytelnika do bardzo niekomfortowej etycznie sytuacji, w której kibicuje osobie robiącej coś złego. Wiele osób zwracało mi uwagę, że nie czują się z tym dobrze, co oznacza, że udało mi się osiągnąć zamierzony efekt. „Ona” to kobieta, którą wielokrotnie doprowadzam na skraj przepaści, gdzie musi dokonać wyboru – „ja albo oni”. A kiedy już go podejmuje, wielu czytelników trzyma kciuki, żeby to ona wyszła z tej sytuacji zwycięsko.

Ano właśnie – mam wrażenie, że w Pani najnowszej książce thriller to tylko wytrych do opowiedzenia o czymś znacznie głębszym. Dlaczego to właśnie ten gatunek najlepiej nadaje się do opisu lęku przed kompromitacją czy paraliżującej presji bycia „idealnym”?

Moja miłość do zaglądania w ludzkie umysły narodziła się, gdy zaczęłam pisać „40. Raków”, czyli pierwszą część serii „Ona”. To wtedy zrozumiałam, że pełniejsze pokazywanie tego, co dzieje się w umysłach bohaterów, bardzo pomaga historii. Od tego czasu staram się dorzucać elementy z zakresu psychologii, nawet gdy piszę kryminał.

Co w samym akcie tworzenia – od pierwszej myśli do finalnej kropki – jest dla Pani najtrudniejszym wyzwaniem?

Od samego początku mojej kariery pisarskiej tworzę dość skomplikowane historie, a ponieważ plan, który mam w głowie, jest zazwyczaj dość ogólny, po skończeniu pisania wiem, że zaraz zacznie się droga przez mękę – czyli redakcja.

Audiobooki czytane przez Filipa Kosiora stały się już stałym elementem Pani dorobku pisarskiego. Czy podczas pisania słyszy Pani jego głos w głowie?

Nigdy podczas pisania nie kierowałam się tym, kto będzie czytał moje książki. Obecnie faktycznie jest to głównie Filip Kosior, ale wkrótce pojawią się także inni. Pisząc powieść, nie myślę zbyt wiele o tym, jak książka wypadnie w wersji audio. Sytuacja się zmienia, gdy tworzę tekst z myślą o słuchowisku – wtedy pojawia się bardzo dużo wytycznych.

Zdaje się, że motyw ucieczki przed tym, co było, to jeden z fundamentów Pani prozy.

Faktycznie ostatnio się zorientowałam, że lubię pisać o traumach z przeszłości. Co zaskakujące, nie muszą być wielkiego kalibru, by mocno na nas wpłynąć i uprzykrzyć życie.

Pani proza wytrąca z błogiego spokoju i nie daje czytelnikowi taryfy ulgowej. Czy istnieje granica brutalności lub nihilizmu, której nie chciałaby Pani przekroczyć?

Istnieją obszary, w które się nie zapuszczam, a jeśli już to robię, opisuję je bardzo pobieżnie. Chodzi o przemoc wobec kobiet i dzieci. Nie czuję się komfortowo, opisując tego typu zbrodnie, dlatego unikam ich jak ognia.

Sakramentalne pytanie łączy się oczywiście z przyszłością i kolejnymi planami wydawniczymi.

Oj, w najbliższym czasie będzie się naprawdę dużo działo! Czeka nas premiera audiobooka dostępnego na jednej z platform, pojawi się słuchowisko, a także książka w wersji drukowanej, e-book oraz single-voice wydane poza moim wydawnictwem. W tym roku planuję również kontynuację serii „Kruk”, „Konieczna”, możliwe, że „Paprotniki”, a także… poradnik.

spot_img
0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
0ObserwującyObserwuj
- Advertisement -spot_img