Wejście w świat „Pomocy domowej” przypomina eksplorację luksusowego domu, w którym podłogi lśnią zbyt mocno, a uśmiechy gospodarzy trwają o sekundę za długo… Dlaczego? Ten film nie jest po prostu ekranizacją bestsellerowej powieści Freidy McFadden; „Pomoc domowa” to bowiem przede wszystkim filmowa gra, której reżyser z premedytacją rozmontowuje gatunkowe rusztowania, by na ich zgliszczach zbudować coś na wskroś nowoczesnego i naprawdę niepokojącego….
Uciekająca przed demonami przeszłości Millie, przyjmuje pracę w domu bogatego małżeństwa, którego mroczne tajemnice wkrótce okażą się dla niej śmiertelnym zagrożeniem. Zaintrygowani?
Oczekiwania i eksperymenty według wzoru
Film w reżyserii Paula Feiga zaczyna się zgodnie z kanonem domestic noir. Na samym początku poznajemy Millie (w tej roli magnetyczna Sydney Sweeney) – dziewczynę z mroczną przeszłością, która otrzymuje szansę na nowy start jako pomoc domowa u niepoprawnie bogatych Winchesterów. Jednak twórca stosunkowo szybko daje nam do zrozumienia, że nie interesuje go powielanie schematów, lecz zabawa formą i wymową historii.
Erotic noir, czarna komedia, thriller w jednym!
Tak naprawdę „Pomoc domowa” to absolutnie nieoczywiste dzieło, które przekracza granice thrillera psychologicznego, śmiało flirtując z czarną komedią, satyrą społeczną, a momentami nawet z estetyką erotic noir lat 90. XX wieku. Feig, znany wcześniej głównie z hitów komediowych, wnosi do tej mrocznej opowieści specyficzny, cyniczny dystans. Dzięki temu film staje się autorefleksyjny – twórcy doskonale zdają sobie sprawę, że my znamy zasady gry, a co za tym idzie, właśnie dlatego z taką satysfakcją zostają złamane.
Estetyka klaustrofobii – dom jako pułapka
Wizualnie film zachwyca i przeraża jednocześnie. Rezydencja Winchesterów nie jest tłem, lecz pełnoprawnym bohaterem. Scenografia wykorzystuje kontrasty: sterylna czystość salonów zderzona jest z klaustrofobicznym pokojem Millie. Feig operuje obrazem w sposób niemal Hitchcockowski – kamera często podgląda bohaterów, sprawiając, że widz czuje się jak nieproszony gość wciągnięty w intymną, brutalną wojnę domową. Muzyka i montaż budują atmosferę gazlightingu, w której zaczynamy kwestionować nie tylko intencje postaci, ale i własną percepcję wydarzeń.
To, co czyni „Pomoc domową” filmem wyjątkowym, to finałowy akt. Kiedy wydaje nam się, że rozpracowaliśmy intrygę, film wykonuje gwałtowny zwrot, zmieniając nie tylko perspektywę, ale i ciężar gatunkowy. Tak naprawdę jest to opowieść o władzy, przywilejach, skrywanych namiętnościach, psychologicznej traumie i kobiecej sile, która nie boi się być prowokacyjna. Ale czy na pewno? No właśnie… koniecznie wybierzcie się do kina na seans!



